Fake MMA - czyli wielki cyrk z jednym plusem. Dokąd idziesz Polsko i dlaczego znowu w bagno?

 Kadr z filmiku chłopaków z Abstrachuje TV, w którym kręcą bekę z Fame MMA, a ja gram złego trenera Czarka, który chce od niego 5000zł za godzinę przygotowań ;)

Kadr z filmiku chłopaków z Abstrachuje TV, w którym kręcą bekę z Fame MMA, a ja gram złego trenera Czarka, który chce od niego 5000zł za godzinę przygotowań ;)

„Przeznaczeniem inteligentnego człowieka jest samotność”


Tak twierdził Tadeusz Konwicki, a do mnie dotarło to z pełną mocą, jak wertowałem branżowe grupy dla fanów mma. Oczywiście samotność o której myślę ma wymiar symboliczny i dotyczy poczucia osamotnienia intelektualnego, bo na niektórych grupach w komentarzach jest równie tłoczno jak w tokijskim metrze i na brak interlokutorów nie można narzekać. Problem jest tylko z jakością tych dyskusji. Roi się tam od mundrych komentarzy praktyków sportu, rekinów biznesu oraz wielkich znawców mediów. Znawcy Ci ze sportem mieli tyle wspólnego, że w szkole notorycznie fałszowali zwolnienia z WFu. Z biznesem łączy ich to, że grali w monopol za dzieciaka. Zaś znajomość mediów ogranicza się do porno stron w necie, oglądania memów i patoyoutberów. Znaczy internet instant. 


Nie lepiej jest na portalach branżowych. W świecie sportów walki umiejętność pisania sprawia, że jesteś uznawany za kogoś kto ma prawo formułować sądy i oceniać otaczający nas świat. Jakość i zasadność tych sądów, trafność tych ocen nikogo nie interesuje, bo napisany poprawną polszczyzną felieton to ewenement i traktowany jest jak święty gral. Grala zaś się nie krytykuje, bo na drugi można czekać długo. Więc pojawiają się felietony w których autorzy mylą przyczynę ze skutkiem, a gawiedź im klaszcze w komentarzach. Na wspomnianym wcześniej forum pojawił się ostatnio ciekawy temat, gala pod nazwą FAME MMA. Mundre głowy wypowiadały się w taki apodyktyczny sposób, że musiałem popełnić ten wpis. I tak od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem opisania zjawiska, ale w piątek czara goryczy się przelała. Dla niekumatych i tych co nie śledzą (dobrze robicie) nowości w polskim internecie. Wspomniany wyżej event to „gale mma” na których „walczą” wyłącznie znani z internetu ludzie. Cudzysłów nie został użyty przez przypadek. Widziałem jedną „walkę” z tej „gali” i więcej mój zmysł estetyczny nie udźwignął. Wartość sportowa tych pojedynków jest taka, że poświęcę im dosłownie jeden niepełny akapit, a w pozostałych pochylę się nad innymi aspektami tego interesującego zjawiska.


"Patrzę na kumpli skąd oni hajs biorą, jeden mój człowiek szyje rzeczy..."


Tak nawijał… No właśnie, kto tak nawijał i jaki to ma związek ze sportami walki? Jeśli to wiesz, zostaw po sobie ślad w komentarzu. Do rzeczy. Sam koncept walk celebrytów nie jest nowy. Po znane gwiazdy innych sportów (albo po prostu gwiazdy) i zestawianie ich w pojedynkach zwanych przez fanów freakami w celu napędzenia sprzedaży biletów sięgają i sięgały poważne i uznane organizacje na całym świecie. UFC: CM Punk, KSW: Tomasz Oświeciński/Erko Jun, legendarne K1: Choi Hong Man, DSF sięga po zawodników znanych z MMA, RIZIN zestawiał olbrzymią znaną fanom BJJ Gabi Garcia z 50 letnią emerytowaną wrestlerką, a MMA Attack Roberta Bruneike z Dawidem Ozdobą. Sama hitowa walka Conora z Floydem była przez wielu speców analizowana jako sportowy freak, bo przecież bokserski debiutant walczył z niekwestionowaną legendą boksu. Oczywiście, organizacje sięgają po ten środek promocji w różnym natężeniu i z różnym skutkiem, a same freaki bardzo różnią(!) się też między sobą, ale analizowanie historii freaków i ich poziomu nie jest tematem tekstu, więc problem przedstawiam z grubsza. I nie(!) powiedziałem, że Conor=Strachu. Omawiany modus operandi jest znany na całym globie i mogłoby się wydawać, że koła nie wynaleziono. Jednak we wspomnianych wyżej organizacjach freaki to ułamek walk, a na Fame MMA jest to 100% karty walk. Ma to poważne i różnorakie konsekwencje. A jak mówi pismo święte, po proporcjach ich poznacie…


Wy odejdziecie, a my zostaniemy.


Nie od dziś wiadomo, że freaki nie prezentują najwyższego poziomu sportowego. Dają za to ogromny ładunek emocji, a ludzie kupują emocjami. Czy oglądając taką galę dostajemy widowisko sportowe? Nie, chyba że sportem nazwiemy walki na szkolnych boiskach. Poziom jaki prezentują walczący nie uprawnia (w mojej opinii) nazwania gali rywalizacją sportową, mimo pozornego spełnienia wszystkich warunków. Sędzia, klatka, zasady, oprawa itd. Dostajemy „solówki” rodem ze szkolnego boiska i emocje podobne do tych z dzieciństwa, a czasem pisząc wprost ośmieszenie dyscypliny MMA. Bonus to jest człowiek, któremu należy pomóc, a nie go ośmieszać licząc na wyświetlania. Czemu więc gala nazywa się galą MMA, a nie galą wrestlingu? Bo nie ma w Polsce żadnych regulacji prawnych dotyczących mieszanych sztuk walki. Nie ma oficjalnego związku który by pilnował jakości wyszkolenia zawodników, szkolił sędziów, pilnował badań, robił badania antydopingowe itd. Czy jeżeli na takiej gali jeden czy drugi youtuber (nie daj Boże!!!) umrze w klatce, to konsekwencje wizerunkowe poniesie środowisko yotuberów czy środowisko sportów walki?


A może być wyrachowanym i trzymać z youtuberami?


Na kogo spada odium w przypadku sytuacji opisanej wyżej. To chyba oczywiste. My jako środowisko trenerów, właścicieli klubów, sędziów i działaczy sportowych dostaniemy po dupie. I nie zawiniemy majdanu jak przyjdzie siedem lat chudych. Zostaniemy, bo jesteśmy tu "od zawsze". A może to ryzyko i narażanie się na śmieszność opłaca nam się? Może te gale jednak promują sport i finalnie jako środowisko na nich wizerunkowo nie tracimy, a wręcz zyskujemy? Może obecność w mediach społecznosciowych i setki tysięcy wyświetleń są warte takiego ryzyka? Gdybym wierzył w to, że takie gale autentycznie przekładają się na szeroko rozumiane wzmocnienie środowiska sportów walki w Polsce, to pierwszy zakrzyknąłbym: raz się żyje, ryzykujmy choćby się śmiali! Jednak śmiem wątpić, że rachityczny fan gier komputerowych ruszy się z przed swojego komputera tylko dlatego, że jakiś znany z YT gość dał drugiemu znanemu z Instagrama po ryju. Jestem pewien, że walki z takich gal, to raczej ośmieszenie sportów walki, a nie ich reklamowanie. Staramy się jako środowisko propagować zdrowy tryb życia i dbamy o pozytywny wizerunek SW w Polsce, bo z nich żyjemy i nie możemy sobie pozwolić, że zafajdać własne gniazdo. Czynimy starania, aby nasze dyscypliny zostały oficjalnie uznane przez Ministerstwo Sportu lub trafiły na Igrzyska Olimpijskie. Od lat edukujemy i walczymy z łatką „bandytów” przyklejoną nam przez mainstreamowe media. Działania organizacji Fame MMA są zwyczajnie kontrproduktywne w stosunku do wysiłków naszego środowiska. Czyli wizerunkowo i koncepcyjnie się nam nie opyla. Może jednak opłaca się finansowo.


3 x h - czyli hajs hajs hajs.


Głównym argumentem organizatorów gal w organizowaniu freaków, jest uzyskanie na tyle dużych przychodów, że rozwiniecie organizacji nie stanowi problemu. Polskie MMA można podzielić na erę do Pudziana i erę po jego debiucie. Rozumiem ten zabieg, bo widziałem jego skuteczność na gali KSW na Stadionie Narodowym. 58 000 sprzedanych biletów… Jeżeli pieniądze uzyskane z freaków z powrotem w pośredni sposób trafiają do środowiska i przyczyniają się do organizowania takich wydarzeń - TO NIE MAM NIC PRZECIWKO. Jeśli Michał Materla, Damian Janikowski, Marcin Wrzosek, Gracjan Szadziński, Kornik, Bedorf, Borys, Gamer, Soldic, Paweł Jędrzejczyk, Batra, Sarara, Ugonoh, Narkun, Owczarz i inni zarobią bezpośrednio lub pośrednio większe pieniądze, bo gdzieś na karcie walk pojawi się raz na jakiś czas freak- NIE MAM NIC PRZECIWKO. Jeżeli organizacje te pieniądze inwestują w rozwój sportów walki w Polsce. Jeżeli zapraszają na galę niedocenione sportowe legendy po to aby edukować młodych, a starym mistrzom oddać hołd. Tak jak robił DSF z legendą kickboxingu Markiem Piotrowskim, czy KSW z Leszkiem Użałowiczem (stary trener zapasów Damiana Janikowskiego) - NIE MAM NIC PRZECIWKO. Jeżeli organizacje autentycznie edukują, realizują projekty społeczne, organizują się w związki sportowe, udzielają się charytatywnie, wspierają lokalne społeczności, edukują najmłodszych, mają jakąś pozytywną misje - NIE MAM NIC PRZECIWKO. Ale Fame MMA tego nie robi i tylko drenuje finansowo środowisko sportów walki, a nie w nie inwestuje. Do kogo bowiem trafiają pieniądze z gali i PPV? Do środowiska sportów walki nawet okrężną drogą? Czy może do gwiazd YT, które z naszym światem nie mają nic wspólnego…


Czy tłum zawsze ma rację - społeczny dowód słuszności.


W dyskusji nad FAME MMA na wspomnianym forum fanów, pojawił się ciekawy wątek. Wątek ilości subskrypcji na oficjalnym kanale gali. Apologeci gali youtuberów piali z zachwytu nad ilością subów. Więcej niż KSW, a o FEN/PLMMA nawet nie wspominali! Ogromny sukces marki! KSW zmiażdżone! KSW jest w dupie! Teraz czas na pokonanie UFC! Normalny człowiek pewnie by dał się nabrać na te wrzaski, tak jak nabiera się zwykle przy reklamach proszków do prania czy napojów. Producenci wymienionych, znają się bowiem na psychologii i działaniu naszych mózgów lepiej, niż widzowie oglądający reklamy i wiedzą, że jeżeli przedstawisz widzowi wykres z którego wynika, że 58% konsumentów wybiera napój X, albo że już trzysta tysięcy ludzi kupiło książkę Y, to nasz umysł niemal automatycznie uzna, że jest to rzecz warta uwagi i dobra. Na tym polega mechanizm społecznego dowodu słuszności i wiedzą to wszyscy którzy mieli na studiach psychologię. W związku z tym, że to wiemy możemy być bardziej odporni na stosowanie tego mechanizmu. To, że tłum coś wybiera nie oznacza, że to coś jest obiektywnie dobre. Musi spełnić również inne kryteria. I oczywiście dla każdego są to inne kryteria, ale z perspektywy środowiska sportów walki ogromna ilość wyświetleń pod filmikiem, jak gość bez umiejętności łamie nogę na gali, to jest antyreklama! To, że ludzie masowo oglądają idiotyczne reality show w TV nie oznacza, że są to wartościowe produkcje. Nie dajmy się manipulować i myślmy krytycznie. Wartość, to nie tylko suby, zasięgi, wyświetlenia, lajki i followersi.


"Wasze rapy - marne kopie, już to wcześniej robił ktoś"


To nie pierwszy przypadek w którym środowisko YT próbuje zmonetyzować swoją popularność na innych polach niż tylko tworzenie filmików. Mieliśmy już skok na kasę i fejm, jak Youtuberzy zaczęli nagrywać „rap”. Cudzysłów znowu nie jest przez przypadek, bo jako szalikowiec dobrego rapu uznaję, że są to odchody wymięszane z rzygowinami, a nie rap. Serio. I żadne ilości wyświetleń mnie nie przekonają. Nie o taki rap walczyłem, nie za taki rap szkołę muzyczną kończyłem ;) Paluch i Szpaku i tak delikatnie rozprawili się z takimi ananaskami w numerze „Kontrola jakości”. Sprawdźcie sobie w wolnej chwili jeśli uważacie, że Young Multi to rap… Co znamienne środowisko raperów było raczej jednoznaczne w ocenie jakości „youtube rapu”. Środowisko mma natomiast trawi hipokryzja. Wczoraj ci co krytykowali obecność jakichkolwiek freaków w sportach walki, dziś z chęcią klaszczą na FAME MMA...


Pecunia non olet. Czy trenowałem Dawida Ozdobę? Akapit osobisty.


Okłamałbym Was gdybym napisał, że nic mnie z galą Fame MMA nie łaczy. Choć jest to połączenie marne, ale jest. Ponad sześć lat temu do klubu Academia Gorila który założyliśmy, na treningi przyszedł najbardziej znany polski striptizer Dawid Ozdoba. Dawid zaproponował nam (mi i mojemu wspólnikowi), żebyśmy przygotowali go do walki z Robertem Bruneiką i oferował za to bodajże 10 000 gotówki. Odmówiliśmy, bo intuicyjnie czuliśmy, że łatka „trener striptizu” może do nas przylgnąć na lata. Dawid znalazł sobie inny klub, Tomasza Knapa trenera Tymoteusza Świątka (afera z kotem, PDK) i stoczył walkę z Hardkorowym Koksem w której został zdyskwalifikowany. Nie potrzebowaliśmy aż tak bardzo tych pieniędzy, więc mogliśmy sobie pozwolić na odmowę. Niby pieniądze nie śmierdzą, ale niektóre zdecydowanie za dużo kosztują, tu akurat wizerunkowo. Co ciekawe, Dawid Ozdoba prezentował wtedy(!) przyzwoity poziom sportowy. Był w formie, miał niebieski pas BJJ i przyzwoitą stójkę. Serio.


Idzie nowe.


Może błędem jest myślenie o tym konflikcie jako o konflikcie idei. Może jest to po prostu klasyczna zmiana warty? Tak dzieje się we wszystkich dziedzinach. Nachodzą młodzi, świat inaczej rozumieją, korzystają z innych technologi, tworzą inne kanony. Może to konflikt pokoleń? Może my, wychowani na Pride i wczesnym UFC, starzy fani MMA musimy ustąpić miejsca? Może dla młodych wzorem do naśladowania nigdy nie będzie już Fedor, GSP, Mamed czy Royce Gracie? Może bohaterami młodych będą Adbuster, Bonus BGC i Dawid Ozdoba? Może całe to moje pisanie, to jedynie jęczenie starego człowieka, który nie potrafi się pogodzić z upływem czasu i tym, że idolami dzieciaków zostają ludzie bez żadnych kompetencji na idola?


"Co mam powiedzieć, gdy zapytają mnie o przyszłość"


Czy takie gale jak Fame MMA mają potencjał? Jako wieloletni fan sportów walki ze smutkiem przyznaje, że tak. Mimo, że ja ich nie oglądam, widzowie chcą oglądać tego typu cyrkowe eventy. Chcą, bo tandeta sprzedaje się dość dobrze i możemy zaobserwować to na wielu frontach: muzycznym, spożywczym, architektonicznym, odzieżowym, intelektualnym, politycznym itd. Świat sportu nie jest od tego wolny. Także potencjał rozwojowy tego rynku jest duży. Można zorganizować jeszcze większe gale, sprzedawać droższe PPV, wyjść do nowych grup odbiorców, kontraktować coraz to nowych celebrytów z nowych środowisk. Na szczęście dostawanie po mordzie nie jest przyjemne. Dlatego wiem, że to chwilowa moda i przeminie tak, jak przeminęły inne, bo taki rynek ma swoje poważne ograniczenia. Aby dostarczyć widzowi rozrywki sportowej na światowym poziomie, trzeba się poświecić w 100% ciężkiemu treningowi. Sporty walki to nie nagrywanie śmiesznych filmików. Na treningu biją i kopią, łamią ręce i nosy, albo rzucają o mate jak workiem kartofli. Do tego robienie wagi i ciężkie    przygotowania kondycyjno-fizyczne. To nie jest przyjemne. Mało osób jest w stanie temu podołać i wejść w to naprawdę na poważnie na lata. Do tego rynek YT i celebrytów z internetu nie jest workiem bez dna. Więcej jest młodych zawodników sportów walki z małych miejscowości, którzy mogą stać się gwiazdami jak Mamed Khalidov czy Michał Materla, niż znanych youtuberów którzy podejmą ryzyko ośmieszenia się, narażenia zdrowia i życia w klatce. Dlatego sądzę, że gale te pójdą w stronę ustawianych walk jak w WWE (jeżeli to już nie nastąpiło). Drugą opcją jest droga w kierunku sportowym, ale wtedy kto będzie oglądał pojedynki no name'ów? Raczej nikt. Trzecia opcja to droga w kierunku w jakim poszedł Taniec z gwiazdami. Czasem bowiem zajrzę przez ramię mojej narzeczonej, co tam sobie ogląda na kompie (bo w domu na szczęście nie mamy TV), a tam na ekranie tańczą wielkie gwiazdy! Takie są to gwiazdy, że nikogo nie znam… :D Żeby nie było, że Fame MMA nie ma żadnych plusów. Znalazłem jeden! Jest to cyrk w którym nie wykorzystuje się zwierząt. I za to ogromne brawa! 


PS. Wspomniany trener Tomasz Knap do mnie dziś zadzwonił i powiedział, że trenował Ozdobę za darmo i nie dostał od niego żadnych pieniędzy, a jego nazwisko pisze się przez jedno “P”. Nazwisko poprawiam, a informację zamieszczam, choć nigdzie nie napisałem, że tak było. Z kontekstu mogło powstać jednak takie wrażenie :)