„Wanna z kolumnadą” - co musisz wiedzieć o mieście, żeby się nie ośmieszyć podczas dyskusji.

1.jpg

Są książki które przeczytasz i nic. Przeczytałem takich setki. Są takie których nie przeczytasz, bo zanudzą Cię po kilkudziesięciu kartkach. W ten sposób zakończyłem lekturę przynajmniej kilkudziesięciu książek. Są też takie inkunabuły które za trudne są i nie skończysz ich, bo nie masz kompetencji żeby je zrozumieć. Nie miałem, choć wstyd się przyznać, kompetencji do ukończenia kilku trudnych lektur. Są też książki absolutnie wybitne. Nie ma ich wiele, prawdę mówiąc zdarzają się rzadko. Takie które inspirują do przemyśleń i które nie kończą się wraz z odłożeniem na półkę, bo trwają w czytelniku latami wpływając na jego postrzeganie rzeczywistości. Takie napisane pięknym językiem, choć często o sprawach zupełnie niepięknych. Książki które pochłaniasz jednym tchem mimo, że jesteś zmęczony i padasz na ryj. Książki pięknie wydane i obfitujące w takież zdjęcia. Książki dla których zarywasz noce. O sprawach ważnych, bo dotykających nas na co dzień. Książki o mieście, czyli dotyczące większości z nas. O estetyce i kształtowaniu miejskiej przestrzeni. O tym jak developerka i agencje reklamowe ruchają nas na każdym kroku. Bez mydła. O paniach sekretarkach ze spółdzielni mieszkaniowych decydujących o tym jak wyglądają osiedla, choć nie mają do tego żadnych kompetencji. Czasem o gustach i guścikach. Częściej o bezguściach i bezguścikach. O rzekach i ich zmieniającej się roli w miastach. O niemocy i cynizmie urzędników. Ta książka to lektura, której nieznajomość dyskwalifikuje uczestnika z jakiejkolwiek debaty o jakimkolwiek polskim mieście i jego kształcie. Niby znać jej nie trzeba, ale jeśli chcesz zabierać głos w kwestiach miejskich raczej MUSISZ. Chyba, że chcesz się ośmieszyć.


10/10