Czy Max Cegielski poradzi sobie w więzieniu? Kilka słów o książce "Wielki gracz".

1.jpg

Sprawa jest prosta jak aparycja przeciętnego chama ze Śląska*.

Najlepszy nawet pomysł wymaga dobrego zrealizowania. Najwspanialsza nawet historia wymaga dobrego narratora. Nie przeciętnego, nie byle jakiego, nie jakkolwiek, nie po łebkach, nie jąkającego się i sepleniącego jak stara baba bez sztucznej szczęki. Wiedzą o tym więźniowie w zakładach karnych. Ci obdarzeni darem opowiadania mają lżejsze życie, więcej kolegów i lepsze traktowanie, bo potrafią ciekawymi historyjkami umilić więzienną monotonię i zabić największego wroga więźniów - nudę. Martwię się o Maxa Cegielskiego. Jeżeli bowiem kiedykolwiek ten chłop trafi do wiezienia (czego mu nie życzę), to z taką bajerą nie poradzi sobie tam. Zupełnie nie wiem jak można spierdolić taki wspaniały temat. Na papierze wygląda doskonale. Bronisław Grąbczewski - carski szpieg, Polak, przejmująca życiowa historia, awanturniczy tryb życia, syn powstańca, rozgrywki wielkich mocarstw, egzotyczne podróże. Mimo to, po 70 stronach lektury dałem sobie spokój. Czytać się nie dało, a życie jest za krótkie na nudne lektury. Na miejscu Maxa wiódłbym życie spokojne i zgodne z prawem…

*to oczywiście follow up do kultowej kampanii społecznej. Jak nie wiesz jakiej, to zguglaj frazę „Mafia dla psa” :D

1/10