Przypływ podnosi wszystkie łodzie - rozwój środowiska sportów walki, a związki sportowe.

 Na zdjęciu tłumaczę swojemu zawodnikowi co ma zrobić, żeby wgrać walkę. Wygrał.

Na zdjęciu tłumaczę swojemu zawodnikowi co ma zrobić, żeby wgrać walkę. Wygrał.

Ten wpis dojrzewał we mnie od dłuższego czasu. Za każdym razem gdy widziałem burzliwą dyskusję na temat sensowności powołania do życia Polskiego Związku Brazylijskiego Jiu Jitsu. Za każdym razem gdy widziałem komentarze na temat tej czy innej decyzji KSW. Za każdym razem gdy czytałem komentarze outsiderów świata sportów walki o takiej czy innej decyzji znanych promotorów bokserskich. Za każdym razem gdy komentowano moje działania w świecie sportów walki, albo gdy komentarze dotykały tych którzy się wychylali i burzyli dziadom święty spokój. Wtedy chciałem skomentować, że wszyscy korzystamy na takim czy innym rozwiązaniu, ale nie jestem głupi, choć jestem idealistą. Dyskusja ma sens jedynie wtedy, gdy dobór interlokutora jest mądry. Postanowiłem zatem podyskutować z samym sobą i wydaje mi się to być najrozsądniejszym wyborem, biorąc pod uwagę ofertę potencjalnych rozmówców z internetu. I oto jestem. Z tym wpisem.

Nie trzeba być analitycznym geniuszem, aby dostrzec, że funkcjonujemy w pewnej rzeczywistości i całkowite odcięcie się od niej jest niemożliwe. No chyba, że wybierasz życie eremity w leśnej chacie pośród bezkresu bagien i jezior, a z ludźmi łączą Cię jedynie okazjonalne wizyty w sklepie oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów. Swoją drogą - moje marzenie. Póki jednak Ty nie jesteś pustelnikiem, a ja (jeszcze!) nie spełniłem swojego marzenia, należy być realistą. Rzeczywistość która nas otacza ma na nas wpływ, czy tego chcemy czy nie. To truizm i realizm jednocześnie. Możesz się na nią zgadzać, możesz ją kontestować, ale nie możesz twierdzić, że nie wpływa ona na Ciebie. Niezależnie czy jesteś sędzią ringowym, promotorem, dziennikarzem branżowym, trenerem, zawodnikiem, lekarzem sportowym, prezesem federacji, amatorem ćwiczącym SW, czy właścicielem klubu sportowego, funkcjonujesz w skomplikowanym systemie sportowo biznesowych zależności. Im trafniej będziesz potrafił przeanalizować te zależności, tym większa szansa, że decyzje które podejmiesz będą trafne, a opinie które sformułujesz zasadne. Ale do rzeczy.

Byłem ostatnio świadkiem burzliwej dyskusji na temat sensowności powołania Polskiego Związku BJJ. Przeciwnicy mieli wiele argumentów, zwolenników właściwie nie było. No bo jak być zwolennikiem związków sportowych skoro na wzór stawia się PZPN, albo inny skorumpowany (jak drogówka na prowincji) i skostniały (jak struktury Watykanu) związek sportowy. A jednak znalazł się jeden zwolennik powołania związku. Advocatus diaboli. Ja.

Trochę teorii, abyśmy mogli potem dyskutować w komentarzach i żebyś mi się nie zbłaźnił przyjacielu. Związki sportowe są powoływane w określonym celu i na określonych zasadach. Zgodnie z art. 6 ustawy o sporcie co najmniej trzy kluby sportowe mogą utworzyć związek sportowy w formie stowarzyszenia lub związku stowarzyszeń. Związek stowarzyszeń działa na podstawie art. 22 Prawa o stowarzyszeniach, posiada osobowość prawną i jest rejestrowany w KRS. Przykładem takiego związku to np. Polska Federacja Aikido* Ustawodawca szczegółowo precyzuje powinności i uprawnienia związku sportowego. Są to m.in. :
- wyłączne prawo do organizowania walk o tytuł Mistrza Polski i Pucharu Polski
- wyłączne prawo tworzenia regulacji prawnych i przepisów dotyczących sportu reprezentowanego przez związek. Wyjątkiem są przepisy antydopingowe. Tu ustawodawca przewidział dla siebie nadrzędną rolę.
- wyłączne prawo powoływania kadry narodowej i przygotowywania jej do IO, MŚ i ME i innych międzynarodowych zawodów
- wyłączne prawo do umieszczania na strojach reprezentacji kraju godła i flagi Rzeczpospolitej Polskiej
- wyłączne prawo do reprezentowania kraju w międzynarodowych organizacjach sportowych
- wyłączne prawo do wykorzystania wizerunku członka reprezentacji w celu osiągnięcia statutowych celów gospodarczych
- obowiązek(!) zwalczania dopingu w sporcie i współpracowania z POLADA**

Nawet średnio rozgarnięty sportowiec powinien po przeczytaniu tego akapitu widzieć korzyści z powołania do życia związku sportowego. Koniec z dziesięcioma różnymi „Mistrzostwami Polski i Pucharami Polski”. Koniec z pobieraniem dziesiątek tysięcy złotych w postaci opłat startowych od zawodników i nie rozliczaniem się z nich. Koniec propagandy sukcesu i prezentowania przed sponsorami i władzami samorządowymi medali z imprez Mistrzostw Polski Koziej Wólce z frekwencją na poziomie jedna osoba w kategorii wagowej. Koniec z legalnymi sterydami i zawodnikami nafaszerowanymi tak, że świecą w ciemności niczym latarnia na Rozewiu. Koniec z pięcioma kadrami Polski i dziesięcioma selekcjonerami z których każdy jest najbardziej reprezentacyjny i jego racja jest „najmojsza”. Są też inne plusy. Możliwość pobierania dotacji od Ministerstwa Sportu na organizowanie zawodów. Państwowe stypendia dla zawodników i szkolenie kadry za pieniądze z ministerstwa. Dostęp do COS-ów na preferencyjnych warunkach. Jest jeszcze powaga dyscypliny. Inaczej w negocjacjach z władzami i sponsorami wygląda dyscyplina, która ma związek sportowy, a inaczej prywatny organizator „Mistrzostw Polski”. Tyle plusów! Skąd więc niechęć środowiska do wspomnianego tworzenia związku? W mojej opinii z niewiedzy i z wyrachowania. Ludzie nie wiedzą czym związek się zajmuje. Obawiają się też, że powołany związek stanie się maszynką do zarabiania hajsu dla działaczy. Są też tacy którzy walczą o utrzymanie status quo, bo korzystają na nim finansowo.

Tu dochodzimy do sedna problemu, bo przecież wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi. Mamona. Tu was boli nosacze! Czy zarabianie na dyscyplinie jest z definicji złe i niemoralne. Moim zdaniem nie. Jeżeli związek będzie potrafił zadbać o sumienne realizowanie celów statutowych, rozwój dyscypliny, pozytywny wizerunek i godne reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowej. Jeśli będzie umiał współpracować z mediami i zrozumie że żyjemy w cyfrowym XXI wieku. Jeżeli zawalczy o sponsorów i będzie prowadził przejrzystą(!) politykę kadrowo-finansową. W takiej sytuacji nie widzę żadnego powodu dla którego prezes takiego związku, trener kadry, PRowiec, księgowa, sekretariat, czy nawet Pan Tadzio złota rączka, nie mieliby dostawać uczciwej (proporcjonalnej do pracy) pensji za uczciwą pracę. Oczywiście, przeciwnicy podniosą larum, że związek zostanie prywatnym folwarkiem prezesa i jego akolitów. Przypomnę więc, że (uwaga najmodniejsze słowo roku 2018) konstytucja zapewnia nam dostęp do informacji publicznej. Art 61 ust. 1 „Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne”*** Czy obywatel z tego skorzysta i skontroluje działalność prezesa związku, to sprawa obywatela. Prawo ma, jeśli wola. KonsTYtucja :D

Kto więc zyska na działaniach sprawnie i transparentnie zarządzanego związku sportowego, a kto traci. Zyskają zawodnicy, bo mają jasno określoną gradację zawodów, dostęp do reprezentacji narodowej, dostęp do stypendiów i szkoleń na koszt związku. Zyskają trenerzy, bo pracują w ramach ujednoliconych przepisów i wiedzą jak i po co mają szkolić zawodników. Zyskają właściciele klubów, bo ich dyscyplina reprezentowana na ogólnopolskim poziomie, jest tym samym reklamowana w ogólnopolskich mediach, do których normalny przeciętny człowiek nie ma dostępu. Zyskają działacze sportowi, bo nie muszą się tułać po „komisjach ds. takiego czy innego sportu” przy innym związku sportowym. W którym to związku najczęściej są traktowani po macoszemu. Zyskają kibice, bo dostają jasny sygnał, jakie zawody są sankcjonowane przez związek i które warto oglądać ze względu na wysoki poziom. Zyskają sponsorzy, bo wiedzą czy zawody wygrane przez ich pupila są coś warte. Zyska społeczeństwo, bo w długofalowej perspektywie wszyscy będziemy łożyć na ofiary niekontrolowanego dopingu i ratowanie ich zdrowia. Kto straci? Trenerzy fikcyjnych kadr Polski i organizatorzy Mistrzostw Świata w Koziej Wólce robiący skok na kasę. Tyle.

Jak widać zdecydowana większość środowiska zyska. Nie pozwólmy więc, żeby strach przed nieuczciwością hamował rozwój naszego sportu. Nie pozwólmy kilku krzykaczom, którzy mają interes w braku powołania związku, na kontrolowanie debaty w tej sprawie. Sprawnie zarządzany i kontrolowany(!) związek dyscyplinę rozwinie. I pamiętajcie - przypływ podnosi wszystkie łodzie.


Źródła:
* https://poradnik.ngo.pl/organizacje-sportowe

** https://www.kancelaria-szip.pl/strefa-wiedzy/446,polski-zwiazek-sportowy-czym-wlasciwie-jest.html

***https://bezprawnik.pl/dostep-do-informacji-publicznej/