Czy tenis zabija delfiny, oraz dwie książki o drzewach.

1.jpg

Pięknie się pisze bloga w takich okolicznościach. Siedzę sobie w lnianej koszuli na tarasie hotelowego pokoju, co chwila spoglądam na szaro niebieski bezkresny ocean i na palmy bez litości tarmoszone przez wiatr. Słońce nakurwia nie gorzej niż wspomniany wiatr, co daje całkiem znośny bilans temperaturowy. A na bank jest lepiej od tego co obecnie dzieje w Polsce. Wiem, poprzeczkę postawiłem nisko. Ale nawet jakbym nie patrzył na ten ocean, to od otaczającej rzeczywistości cieżko uciec, słychać ją bowiem więcej niż dobrze. Od oceanu oddziela mnie bowiem tylko tenisowy kort umieszczony na klifie. Jak komuś wypadnie piłka za siatkę=kaplica. ta osoba zapewne odpowiada za zabicie przynajmniej jednego delfina który zje tę piłkę. Myślałeś, że tenis nie zabija delfinów? To pomyśl jeszcze raz.

Dziś na ruszt wrzucam dwie książki, obydwie dla hippisów lubiących przytulać drzewa: „Sekretne życie drzew” i „Drzewa w moim lesie”. Obie gościły na blogach i insta zdjęciach u tych z moich znajomych, którzy czytają w życiu więcej niż belki w TVP Info. Tak, mam takich znajomych. I od belek i od książek. Serio.

Słowem wstępu. Kocham las. To zasługa pewnie miejsc w których się wychowywałem. Każde wolne chwile do 7 roku życia spędzałem bowiem u dziadków na wsi. I u jednych, i u drugich lasów miałem pod dostatkiem. Były brzozowe w których uczyłem się wspinać na drzewa, których pierwsze gałęzie były wysoko ponad zasięgiem dziecięcych rąk. Były olchowe lasy porastające mokradła z bagnami i niezliczoną ilością strumyków. W strumykach tych pluskałem się i uczyłem się jak wyglądają ryby, ropuchy i z których roślin można zrobić indiański pióropusz. Były sosnowo-jałowcowe, do których zabierał mnie mój dziadek, szukający prostego jałowca na stworzenie nowego bacika. Bacik był potrzebny, aby koń dziadka słuchał, bo różnie bywało z tym końskim posłuszeństwem. Raz, jak miałem z 5 lat, ta bestia chwyciła mnie za kombinezon i uniosła ku niebu, ale wpis nie o tym.

Jak nieco podrosłem zacząłem jeździć na najróżniejsze obozy. Tam też był las. Różny był. Górski pełen monumentalnych świerków, sosnowy bór porastający suche żółto piaszczyste brzegi rzek, brzozowo-świerkowy dochodzący aż do linii jezior, były dąbrowy w których prócz monumentalnych dębów nic nie rosło. I jako jedno z niewielu dzieci, tego lasu się nie bałem, bo strach do tego złego mitycznego ciemnego lasu, przełamałem w sobie już wcześniej. Jako jedno z niewielu dzieci umiałem rozpoznawać gatunki drzew, wiedziałem do czego jakie drewno się nadaje. Nie próbowałem jak niektóre dzieci, robić łuku z uschnietej sosnowej gałęzi. LOL. Nie próbowałem rozpalać ogniska mokrą olchą. Wiedziałem, że jak rozpoczynamy wspinaczkę na świerk, to ciuchy raczej nadają się do wyrzucenia, bo żywicę cieżko jest uprać. I mimo, że moje życie potoczyło się inaczej niż sobie wyobrażałem i nie zostałem leśniczym (niestety) ani myśliwym (na szczęście), to las jest nadal dla mnie ważny. A ponieważ mieszkam w milionowym wybetonowanym mieście, to las jest dziś dla mnie ważniejszy niż był w dzieciństwie. Przypomina mi bowiem o beztroskiej młodości.

No tak, ale nie miało być o dzieciństwie i lasach tylko o dwu książkach :) Spodziewałem się od obu więcej, ale może niepotrzebnie. W gruncie rzeczy obydwie są ultra nudne i obie są dla specyficznego czytelnika. Tym czytelnikiem jest wielkomiejski zblazowany hipster, dla którego kontakt z przyrodą ogranicza się do takich lektur właśnie, a najczęstszy kontakt z drzewami ma oglądając je na zdjęciach. Mnie natomiast nie cieszy czytanie o rzeczach, które lubię fizycznie przeżywać. Tak ja drzewa. Je lubię oglądać, kontemplować, myśleć o nich, domyślać się, podziwiać, dotykać, wdrapywać się na nie. Czytanie daje wiedzę, ale wiedza płynąca z tych książek jest zbyt ogólna, by dawała poczucie posiadania autentycznie rzetelnej naukowej wiedzy. Słowa ubrane i erudycyjne popisy nie zastąpią pobytu w lesie. A jeśli książka ma ułatwić pobyt w lesie, nauczyć rozpoznawania gatunków, usprawnić poruszanie się i rozumienie lasu, to lepiej zainwestować w atlas drzew.

2/10

2.jpg