Filip Springer „Miedzianka”.

1.jpg

Sięgając po Springera niemal na pewno możesz być pewien jednego, to nie będzie czytelnicza wtopa. Tak jest i tym razem. Czy może być wdzięczniejszy temat dla literata, niż miasteczko które zniknęło po siedmiuset latach istnienia? Miasteczko, które zmieniało przynależność państwową jak rękawiczki? Miasteczko w którym pewne były tylko górnictwo i uznany lokalny browar. To samo górnictwo, które było miasta początkiem sprawiło, że miasto pochłonęła ziemia. Dosłownie. Nie ma wdzięczniejszego tematu niż stare sztolnie, wydobywany w tajemnicy przez Armię Czerwoną uran, zmowa milczenia, morderstwa i morze niedopowiedzeń. Czytając tę książkę człowiek wie jaki będzie koniec, ale nie odbiera mu to absolutnie przyjemności. A jest to przyjemność najwyższych lotów.



Jednak to nie ta przyjemność czytania, jest największą wartością książki „Miedzianki”. Jak zawsze kiedy mamy do czynienia z czymś wybitnym, dzieło musi być uniwersalne. I tak jest tu. Czytamy więc o dziejach miasteczek „ziem odzyskanych”. O skomplikowanej historii Dolnego Śląska. O wypędzonych Niemcach. O brutalnych gwałtach żołnierzy radzieckich. O wszechwładzy UB. O ludności napływowej. O bandytach. I najważniejsze - o tym co, wcześniej czy później, stanie się udziałem każdej społeczności. O znikaniu i tym co po nas zostanie. A zostanie niewiele. Jakieś kapsle i krzaki. Opowieść uniwersalna.

Ostatni raz byłem w takim nastroju po przeczytaniu książki Swietłany Aleksijewicz. Nie konkretnej książki, ale właściwie każdej którą Ona napisała, a którą ja (szczęściarz) przeczytałem. Wiem, zaraz rzucą się mi do gardła ultrasi literatury, że jak to, że potwarz, że nieuzasadnione porównanie, że z czym do ludzi, że Swieta noblistka, a Springer to jakiś popłuczyny po przeciętnym pisarzu, że znaj proporcje mości panie i ogólnie to na bok krotochwile, kiedy mowa o Noblach za książki. Spokojnie moi drodzy książkowi chuligani. Ja piszę tylko jak się czuje po lekturze, a czy ona jest na poziomie literackiego Nobla (jeśli taki poziom istnieje), to niech oceniają mądrzejsi ode mnie.

Tak czy siak: „Miedzianka” 10/10