Czarno widzę przyszłość FENu, refleksje po gali na Torwarze.

Czarno widzę przyszłość tej organizacji, czyli smutne refleksje po ostatniej gali FEN. Dawno nie pisałem żadnego blog wpisu, ale już będąc na sobotniej imprezie w warszawskiej hali Torwar wiedziałem, że bez pisania się nie obejdzie.

Dla tych co nie wiedzą. FEN to organizacja która na polskim rynku miała być konkurencją dla KSW, a jej atutem miało być połączenie walk MMA i K1, oraz transmisja gal w telewizji Polsat. Atutem mieli też być nowi zawodnicy- młodzi, gniewni i spragnieni krwi. Słowa "miała być" używam celowo i z pełną za to odpowiedzialnością, bo przed FENem jeszcze długa długa droga. Poszedłem na warszawską galę FEN oznaczoną numerem 16 z pozytywnym nastawieniem. Po pierwsze nie musiałem dymać na drugi koniec Polski, żeby zobaczyć w klatkoringu odrywanie rąk i urywanie głów. Po drugie na gali walczyło kilku znanych mi osobiście zawodników, którym gorąco kibicowałem. Przy wjeździe na parking pierwszy zgrzyt, nie ma miejsc, a moje zwyczajowe "półlegalne" miejsce zajmuje radiowóz policji. Panowie w mundurach głusi pozostali na moje wołania i miejsca nie ustąpili, czym zmusili mnie do becelowania z parking strzeżony 30pln <----grabież.

Przy wejściu na halę drugi zgrzyt, nie wejdziesz jak nie masz dowodu osobistego. Co to kurwa ma znaczyć?!? Nawet jak jechałeś na walkę ze Szczecina, to nie wejdziesz i chuj. Na nic tłumaczenia, że ty z kolegami i oni ci kupili bilet, że Opla Astrę pożyczyliście od matki i jest w LPG żeby było po taniości, że wypiliście tylko pół piwa na trzech- nie ma dowodu nie wejdziesz. Przyznajcie- można się wkurwić. No nic to, jak miałem dowód, a oni nie mieli. Więc ja wszedłem, a co z nimi, to w sumie nie wiem :) Przed wejściem dwukrotna rewizja, jakbym co najmniej szedł na audiencje do papieża, ale rozumiem. Byłem na kilku eventach na Torwarze i wiem, że czasem dochodziło tam do "drobnych nieporozumień" :D Wchodzę na swój sektor, widok zasłaniają kamery TV. Przesiadam się wyżej, ale tam nic nie widzę, a telebim jest wprost nade mną. No kurwa mać! Poirytowany tym faktem zmieniłem miejsce na pierwsze wolne w innym sektorze. Aha, bilet kosztował 100pln. Pół hali jest zapełnione, drugie pół puste. Nie wygląda to dobrze, tak jak nie wyglądały dobrze puste trybuny na UFC w Krakowie. Do tego te reklamy pomiędzy walkami wyświetlane na telebimach, dłużące się i estetycznie tkwiące w głębokich latach 90tych sprawiły, że czułem się jak na gali w Parzęczewie w 1999 ;) No, ale myślę- to gala, człowiek nie przychodzi dla estetyki czy oprawy (ta była na przyzwoitym poziomie), ale dla walk.

Harmonogram gali wyglądał tak- dwie walki i przerwa na 20 minut... Nie wiadomo po co i na co. No szlag człowieka trafiał! Ja wiem, że pewnie przed TV oglądaliście wtedy reklamy podpasek i ubezpieczeń, ale i ja na miejscu nie miałem lekko. Leciały reklamy suplementów których, ani nie chciałem oglądać, ani tym bardziej stosować :) Co do poziomu sportowego i walk. Najbardziej podobały mi się walki K1 i walka wieczoru MMA. Reszta walk nie została mi w pamięci, co poniekąd coś o nich mówi. Arkadiusz Wrzosek bardzo starał się ubić przeciwnika, agresywny styl z efektownym horsekickiem na koniec walki- to się mogło podobać publiczności znudzonej walkami MMA. Radoslaw Paczuski - zmiana rywala dosłownie w ostatniej chwili dawała złudzenie, że Radek rozjedzie go jak walec, a na sparingach w Gorylu pokazał, że ma warsztat i może walcować oponentów jak chce :D Anglik okazał się jednak odporny na ciosy i bez kompleksów zajadle się odgryzał. Walkę oglądało się z przyjemnością. Walka wieczoru też była emocjonująca, Kamil "Bomba" Łebkowski przegrał po fajnej walce, pełnej emocjonujących zwrotów. Teraz refleksje. Sędziowie za leżenie i nic nie robienie w parterze powinni podnosić walkę do stójki. Mówię to jako osoba znająca się na BJJ i lubiąca walkę w parterze, ale na miłość boską, nawet mnie nudziło nic nie robienie i leżenie na przeciwniku, a co dopiero Janusza przed telewizorem.

FEN powinien coś zrobić z przerwami pomiędzy walkami, bo ja po takim harmonogramie to już nigdy nie pójdę na te gale. W domu to jeszcze możesz sobie pójść do kuchni, odlać się, zrobić cokolwiek w te 20min. Na hali musisz siedzieć i oglądać reklamy supli. Możesz też oglądać kobiecą rewię mody, ale ta jest wątpliwej jakości :D Dobór sponsorów. Ja wiem, że bierze się co się da, bo czasy ciężkie, ale chwalenie się nagrodą 1000pln w suplementach dla zawodnika, nie świadczy dobrze o poziomie gali transmitowanej w ogólnopolskiej TV. Dla porównania powiem, że nagrody o tej wartości rozdajemy na amatorskich turniejach Muay Thai w Gorylu... Jeżeli FEN kiedykolwiek marzy o tym, żeby spróbować nawiązać kontakt z czołówką stawki jaką jest KSW i wyjść z estetyki lat 90tych, to musi jeszcze sporo zmienić. Na razie jest w mojej opinii dużo za takimi galami jak ACB czy MFC Makowski Fighting Championship. Paradoksalnie największą wartością tej organizacji są zawodnicy K1. To oni zelektryzowali publiczność swoimi walkami i nigdzie od FENu nie odejdą, bo nie mają alternatywy, a zawodnicy mma jak widać po ostatnich transferach uciekają z FENu na potęgę. Dużym atutem organizacji FEN jest transmisja gali w Polsacie, ale ten atut może się też okazać gwoździem do trumny, jeśli gala jest pokazywana w taki sposób, jak ją widziałem ja na miejscu :) I na koniec.

Najjaśniejszy punkt gali to publiczność Radka Paczuskiego. Każdemu fighterowi życzę takich kibiców. Byłem kiedyś z nimi na autokarowym wyjeździe do Gdańska na galę KOK, gdzie Paczuski bił się z Arturem Kyshenko. Kibicowali mu wtedy gorąco. Tym razem kibicowali mu tak samo, ale było ich dwa pełne sektory i Radka dosłownie niósł ich doping. I to ten doping uratował w mojej opinii te galę. W innym wypadku wyszedłbym z niej smutny, jak z premiery polskiej "komedii romantycznej" :D

Warszawa, 13 marca 2017.

sport, biznesGrzegorz Sobieszek