Jak i gdzie trenować BJJ w Rio de Janeiro, Brazylia 2016, vol. 3

Tym razem poruszę sedno mojego wyjazdu do Brazylii czyli treningi BJJ. Nie skusiły mnie słynne plaże, przyroda, ocean, zabytki, karnawał, melanże, samba czy uroda dziewcząt. Motorem napędowym wyjazdu do Rio był zamiar trenowania brazylijskiego jiu jitsu w ojczyźnie tego sportu. Przyjechałem tu z pewnym wyobrażeniem które zrodziło się w oparciu o opowieści znajomych zawodników i trenerów którzy byli tu przede mną. Trochę z tego wyobrażenia zostało, ale niezbyt wiele.

Miejsce trenowania.
Zwykle przyjmuje taktykę trenowania podczas pierwszej wizyty w jakimś miejscu w możliwie jak największej ilości gymow po to aby mieć szeroki horyzont. Tak robiłem np. podczas swojej pierwszej wizyty w Tajlandii. Tym razem odstąpiłem od tej zasady z kilku powodów. Nie przyjechałem tu sam, a ekipa raczej była nastawiona na trenowanie w jednym miejscu. Drugim były odległości w Rio, tu wszędzie jest koszmarnie daleko. Na mapie to wydaje sie blisko, a autobus bez klimy jedzie godzinę 😊 Trzecim i najważniejszym powodem był fakt, że jako Academia Gorila wspieramy Terere Kids Project Jest to projekt bezpłatnej nauki BJJ dla dzieciaków z faveli. Takie kontakty to żal by było zmarnować. Więc miejsce do trenowania wydawało sie oczywiste. Klub legendy bjj czyli Academia Fernando Terere BJJ. Sam gym jest położony na granicy faveli i "miasta", tuż przy windach którymi mieszkańcy mogą wjechać na wzgórze na którym jest położona favela Cantagalo. Okolica jest bezpieczna, choć przy pierwszym kontakcie możecie być w szoku, ponieważ pod samym klubem śmierdzi ostro. Powodem jest zadaszenie przy windach, pod którym koczują i oddają mocz (i nie tylko) bezdomni i narkomani... Na szczęście każdy wie, że jak niesiesz tobołek z kimonem na ramieniu to idziesz na trening do Terere. Pozycja tego człowieka w faveli jest nie do przecenienia. Trenujesz u lokalnej legendy Fernado Terere = jesteś bezpiecznym gringo. Jeden znajomy białas poznany w klubie był tak zestresowany atmosferą w faveli, że chodził tam tylko(!) w koszulkach Academia Terere BJJ. Zapewniało mu to nietykalność 😂 Sam klub jest bardzo mały, około 60m2 maty, dwa wiatraczki i 36 stopni na zewnątrz. Przyjęli nas tam bardzo miło z powodu naszego wsparcia dla projektu BJJ dla dzieciaków, oraz poprzedniej wizyty mojego gorylowego wspólnika Marcina z BJJ Explorer. Sam Terere był nieobecny z powodu swojego pobytu w szpitalu. Zastępował go jego przyjaciel, czarny pas Julio Nogueira. Wielki i dopakowany czarny typ który wciąż się śmiał, śpiewał piosenki i opowiadał nam dowcipy. Julio oprócz funkcji trenera i gospodarza Gymu pełnił również rolę naszego doradcy/przewodnika po tym Rio którego nie odwiedzają turyści- ale o tym więcej w trzecim wpisie.

Treningi.
Jak już wspomniałem głównym trenerem był Julio Nogueira, ale praktycznie nie było treningu na którym nie pojawili by sie inni goście. Z reguły to byli uczniowie Terere, utytułowane czarne pasy uczące BJJ na całym świecie. Same treningi wyglądały bardzo podobnie, krótka rozgrzewka (my to w sumie już byliśmy rozgrzani po 15 minutowym spacerze w upale z domu do gymu 😜) technika/drile, walki. Pierwsza różnica która rzuca sie w oko w porównaniu z treningami w których brałem udział poza Brazylią to proporcje techniki do walk. Walk było zdecydowanie więcej niż techniki. Techniki szybko, od jednej do pięciu technik i uskuteczniamy napierdalanki. Były treningi które całkowicie składały się z walk 😕 Nie muszę chyba pisać jak czuje sie białas nieprzyzwyczajony do tej temperatury, a wzięty w obroty przez obrotnych Brazoli. Nie przyjechałem tu też z najlepszą formą, więc kilka pierwszych treningów to była walka o życie i oddech. Nie tylko z powodu temperatury i ilości walk. Również z powodu ich przebiegu. Pierwszy trening to był dla mnie szok, oprócz trenera, nikt nie robił luźno. Prawie wszyscy się nakurwiają na sparach jakby to były Mistrzostwa Świata. 100% zaanagażowania, zawziętosci i agresji. Nikt nie odpuszcza nawet na centymetr. Nie zaobserwowałem tu pojęcia luźnej kulanki. Niektóre czarne pasy pozwalały ci ujść z życiem, ale tylko niektóre 😞 Brazyliski luz? Nie wiem kto wymyślił ten mit. Na szczęście osób na treningu jest tyle, że robisz co drugą walkę, ale to trener dobiera ci przeciwników...

Poziom.
Poziom u Terere jest bardzo mocny, wiadomo są inne mocniejsze kluby pełne zawodników, ale na bank nie z takim klimatem 😊 Na treningach u Terere zawsze dużo kolorowych pasów, goście z całego świata, goście z Brazylii, czołowi zawodnicy i dzieciaki. O nich już trochę pisałem, ale powtórzę. Najcięższe walki toczyłem tu z młodymi dzikami. Mają po 14-15 lat i zielony lub pomarańczowy juniorski pas. Są za młodzi aby otrzymać choćby pas niebieski. Więc siedzą na pasach dla juniorów. Jeden ziomek (toczyłem z nim mega ciężkie boje) wygrał Pan Amsy dla juniorów. Sztos. Ważył z 20kg mniej ode mnie i był więcej niż o połowe młodszy, a mimo to walki z nim to były dla mnie prawdziwe batalie. Ja schodziłem po tym na hospitalizacje, a On robił na czilu następną walkę bez przerwy. Typ ma ksywkę Moikano i poziom mocnego brązowego pasa. Unikajcie chłopaczka na zawodach jeśli nie chcecie łomotu zebrać! Ups. Nie musicie. Przypomniałem sobie, że niebieski pas dostanie dopiero za dwa lata... 😈 Odwiedziłem też na chwilkę Checkmat, ale o tym gymie więcej poczytacie na pewno u mojego ziomka który trenował tam cały pobyt czyli Robert Henek BJJ

Atmosfera.
Pomimo mega zawziętych i ostrych bojów na sparach, atmosfera na treningach jest wspaniała. Nawet przez chwile nie czułem się jak ktoś z zewnątrz. Przyjęto nas tam jak rodzine. Po treningach często chodziliśmy całą bandą do faveli na Acai czy obiady. To było dla mnie mega doświadczenie i możliwość podglądania normalnego codziennego życia mieszkańców. Szliśmy po faveli, a Nogueira przedstawiał nas różnym osobom. Nauczycielom tańca, sąsiadom, emerytowanym fighterom i każdemu kto tylko nawinął się pod rękę 😀 Wprowadzał nas do domów miejscowych legend BJJ i przedstawiał rodzinie tego czy innego mistrza świata. W domach na ścianach zawsze na honorowym miejscu zakurzone medale, puchary i plakaty z podpisem mistrza. Zawsze była też obecna zakłopotana naszą wizytą mama legendy. Zakłopotana, ale dumna, że jakieś białasy z drugiego końca świata znają nazwisko jej synka. Nasz przewodnik Julio Nogueira wciąż zbijał piątki z wszystkimi, śpiewał głośno piosenki, śmiał sie i wciaż nam coś opowiadał. Problem tylko w tym, że On nie mówił po angielsku, a my po portugalsku... Nie przeszkadzało nam to i było najlepiej ❤️❤️❤️ Osssssss!

  Po treningu z ekipą u Terere w faveli Cantagalo

Po treningu z ekipą u Terere w faveli Cantagalo

  Po treningu w Chceckmacie z naszą wyjadową bandą.

Po treningu w Chceckmacie z naszą wyjadową bandą.