Rapowe korzenie i Koka, czyli dlaczego nie współpracuję z firmami fighterskimi.

Sport od zawsze związany jest z biznesem. Niestety sporty walki to mega niewdzięczny rynek. Niszowy i atrakcyjny tylko dla firemek z branży. Oczywiście zmienia się to powoli (patrz wejście Reeboka w UFC czy wczesniej kontrakty NIKE z utytułowanymi fighterami), ale jeszcze sporo wody w Wiśle upłynie zanim ta nisza stanie się tak atrakcyjna dla sponsorów jak piłka nożna czy siatkówka. Tak wiem, pewnie nigdy tak się nie stanie 😊 Dlatego osoby robiące w branży SW stoją przed prostym wyborem, biorą wsparcie od każdego kto chce im je dać, albo nie startują w zawodach, "bo kasa, bo praca, bo się hajs nie zgadza". Dlatego nie dziwią mnie fighterzy reklamujący mikrofalówki, blachodachówki, solaria, sklepy z farbami czy autoholowanie. Nie mam nic do tego. To jest życie i realia tego sportu. Ja jednak nigdy nie chciałem się wiązać sponsorsko z markami których bym się wstydził, czy nie mógłbym ich polecać z czystym sercem. To dlatego polecam katering Aveppi, bo sam go jem. Nie ma tu pchania badziewia- pisze jak jem, jak Max Kolanko 😊 To dlatego mimo kilku propozycji nie chodzę w żadnych ciuchach firm robiących ubrania dla fighterów. To po prostu w 99% stylistycznie nie moja bajka. Te wszystkie groźne napinkowe koszulki i bluzy- nie mój film. Wole luźniej. Tym bardziej jestem zadowolony z tego, że nawiązałem współpracę z KOKA Clothing. Fajnie jest promować rzeczy które są ładnie zaprojektowane, dobrze wykonane i nie jest mi wstyd je założyć. Fajnie, że jest to firma z mocnymi korzeniami w rap scenie. Szanuje to milion. Na zdjęciu ostatnia sesja dla KOKA promująca nową kolekcje.

1.jpg
sport, biznesGrzegorz Sobieszek