Rio de Janeiro 2017, kolejny BJJ trip, garść porad dla laików.

Miesiąc w Rio de Janeiro, czyli obszerne podsumowanie BJJ Explorer Camp 2017.

Wstęp.
Przepraszam wszystkich którzy spodziewali się, że moja relacja z pobytu w Rio będzie realizowana na bieżąco, ale celowo niewiele wrzucałem na fanpage. Powody są dwa. Z jednej strony starałem się na maksa odpoczywać, bo przez ostatni rok zrealizowałem tyle sportowych projektów, ile niektórzy w lat pięć, co oczywiście mnie bardzo zmęczyło. Na wyjeździe grane były książki, treningi, plaża, zwiedzania- kolejność nie jest tu przypadkowa, bo dokładnie taką ustanowiłem hierarchie na Rio. Drugim powodem dlaczego nic nie pisałem, jest moje zmęczenie treściami jakie oferuje „sportowy facebook”. Uważam, że 90% tego co muszę czytać zawodowo na fb, to jest nic nie wnoszący szum/bełkot. Nie chciałbym, aby mój profil w ten sposób „szumiał”. Powiem więcej, zależało by mi na tym, żeby z tego profilu ludzie czerpali satysfakcjonujące ich treści, zamiast widzieć kolejne zdjęcie w stylu „zrobiłem trening, poproszę lajki”. Osoby siedzące w sporcie zawodowo robią treningi non stop i udostępnianie na FB tylko tego, to tak jakby księgowa wrzucała info, że rozliczyła kolejny PIT. Kogo to interesuje? No, ale są przecież gorsze rzeczy np. wrzucanie fotki z treningu i pseudo motywacyjne popłuczyny w opisie zdjęcia. Za to powinien być rok więzienia o zaostrzonym rygorze w Tajlandii :D

Rozdział I „Camp”
Na camp do Rio pojechałem trochę przypadkiem i w ostatniej chwili, bo pierwotnie miałem polecieć ponownie do Azji, ale wykruszyła się mi ekipa, więc dołączyłem do Marcina z BJJ Explorer i jedenastu innych sportowych świrów. Spakowałem sporo książek, dwa kimona, pas, trochę majtek, klapki, spodenki, witaminy, kapelusik i okulary. Tyle styknie pomyślałem i nie pomyliłem się :) To był mój drugi pobyt w Rio, więc wiedziałem czego się spodziewać i na co się nastawiać. Zamieszkaliśmy w wielkim domu na styku dzielnic Copacabana i Ipanema. Ciężko jest w Rio znaleźć budżetowy dom do wynajęcia w którym się zmieści tyle osób i z którego jest blisko do gymów w których mieliśmy w planach trenować. Marcinowi udało się coś takiego ogarnąć i chwała Bogu za to, że było to raptem 400m od plaży. Dom nie był luksusowy, ale sportowcy za wiele nie potrzebują, zwłaszcza w takim miejscu jak Rio :) Słońce, plaża, przepyszne egzotyczne owoce i radośni ludzie zrekompensują tu wszystko. Moim głównym celem było naładowanie baterii, więc z góry założyłem, że nie trenuje więcej niż raz dziennie. Reszta ekipy trenowała dwa razy dziennie, w dwóch gymach- rano u Rico Vieiry, wieczorem u Terere. Odwiedziliśmy też kilka innych klubów, ale uczucia mieliśmy mieszane. Nauczony swoim poprzednim pobytem, do trenowania wybrałem gym Terere, położony u podnóża wzgórza, na którym mieści się favela Cantagalo. Jak tam weszliśmy, to ekipa zgotowała nam takie powitanie, jakbyśmy byli dawno nie widzianą rodziną :) Na treningu mocno ponad 30 osób, 50 metrów maty i huczne urodziny z tortem na macie tuż po sparingach. To jest właśnie słynne „favela jiu jitsu”. Luz, radość, muzyka, mocne walki, rodzinna atmosfera i tyle uśmiechu, że nie widziałem tyle uśmiechniętych mordek na treningu nigdzie na całym świecie. Nie bez znaczenia przy wyborze gymu był dla mnie fakt, że u Terere realizowany jest projekt socjalny BJJ dla biednych dzieciaków z faveli, który wspieramy jako Academia Gorila. Każdy mój dzień campu był bliźniaczo do siebie podobny. Śniadanie, książka, plaża, koktajl ze świeżych owoców, obiad (zrobiliśmy sobie dyżury i gotowaliśmy obiady na zmianę dla całej ekipy, dziewczyny jak szukacie męża który umie gotować, bierzcie w ciemno sportowca :D), plaża, sjesta, koktajl przed treningiem, ciężki trening w wysokiej temperaturze, woda ze świeżego kokosa, kolacja, książka, spać. Nuda co? Dlatego co jakiś czas staraliśmy się urozmaicić wyjazd wyjściem w jakieś miejsce które „obowiązkowo trzeba zobaczyć w Rio”. Tym bardziej, że wszyscy oprócz mnie i Marcina, byli w Rio po raz pierwszy. Miejscowa ekipa oprowadziła nas po faveli, weszliśmy w miejsca gdzie nikt oprócz miejscowych się nie zapuszcza. Za każdym razem jak tam wchodziliśmy miejscowi tłumaczyli chłopakom którzy tworzą czujki wokół faveli kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy ;) Śmiechy niby, ale jak widzisz małolatów z krótkofalówkami na każdym kroku i policje z długą bronią przy wejściu do faveli, to zaczynasz się zastanawiać, czy na pewno favela to jest miejsce dla ciebie. A jak zobaczysz u niektórych małolatów pokitraną za koszulkami broń, to już jesteś pewien, że to nie jest miejsce, dla bielutkich (jak warszawski śnieg w marcu) gringosów. Nie ma też co demonizować, bo jak cie wprowadzą miejscowi to wiadomo- jesteś swój, a swojemu włos z głowy spaść nie może. Tym bardziej, że rozegraliśmy z lokalną ekipą mecz piłkarski. Boisko było położone na urwisku, na skraju faveli- przepiękny widok na Copacabane i ocean. Lokalsi złoili nam dupy ostro, tym bardziej, że dla Brazylijczyków piłka nożna jest jak dla Polaków kłótnia o politykę przy świątecznym stole- tradycja, doprowadzona do perfekcji dzięki wieloletnim treningom :D Nie przejęliśmy się przegraną, bo dzięki niej każde dziecko w faveli wiedziało kim jesteśmy i że trenujemy u Terere. Takie wspomnienia zostają w serduchu na całe życie.

Rozdział II „Dla kogo Rio, a dla kogo to nie bardzo”
Dla fanów BJJ i MMA, będziecie mieli ogrom miejsc do trenowania. To jest miasto w którym każdy co chwile cie zaczepia, czy trenujesz, gdzie trenujesz, jaki masz pas, ile masz walk, skąd jesteś itd. W powietrzu po prostu czuć jiu jitsu, a kluby są na każdym kroku. Każdy sam trenuje, albo zna kogoś kto trenuje. Kalafiory u ludzi zobaczysz bardzo często, a zdarza się że czarne pasy zamiatają ulicę- smutne, ale niestety tak jest. Odnajdą się tu miłośnicy pięknych i długich piaskowych plaż. Woda w oceanie ma temperaturę ok 25 stopni! Uważajcie tylko na zdradliwe olbrzymie fale, bo można się ostro zdziwić na Copacabanie/Ipanemie. Jeśli wypłyniecie z 30m od brzegu, możecie nie wrócić bez pomocy ratownika. Potwierdzone info. Trochę irytują miejscowi sprzedawcy którzy co minutę (dosłownie) proponują ci zakup wszystkiego- a jak się zdrzemniesz na plaży, to potrafią cie obudzić szturchnięciem i zapytać „okularki pan chcieć?” :D Jeśli pożerasz tropikalne owoce i lubisz je świeże, to wbijaj tu! Owoce są tanie jak barszcz i kosztują połowę tego co w Polsce. Miłośnik architektury też się tu odnajdzie, bo nawet zwykłe bloki i budynki użytkowe zachwycają(!) swoim pięknem. W mojej opinii jest to najpiękniejsze miasto w jakim byłem, a gdzieś tam już byłem i coś tam już w życiu widziałem- architektura i krajobrazy sztos totalny 10/10. Jeżeli chcesz wszystko tanio, to zapomnij- nie było takiego miasta jak Rio. Za wyjątkiem kilku rzeczy, tu raczej jest drożej niż w Polsce i ponad dwa razy drożej niż w takiej np. Azji Płd. Jeżeli chcesz położyć telefon na stoliku w knajpie i swobodnie gadać ze znajomymi, to też raczej jedź do Paryża czy innego Mediolanu. W Rio jest bardzo dużo biednych dzieciaków, które zwędzą ci ten telefon w mgnieniu oka. Andrzejowi od nas z ekipy typ wyrwał telefon z ręki, jadąc na rowerze, ale nie przewidział, że Andrzej dość dobrze biega (nawet jak mu spadną japonki) i go dorwie po 10m. Typ się na tym rowerze webał, poturbował jakąś staruszkę i telefon wrócił do Andrzeja, a złodziejaszka pokręciła policja. Nie chcesz takich atrakcji? Siedź w domu, tu to się może zdarzyć. Mi się to nie zdarzyło, ale za to mi zeskanowali dwie karty i wyczyścili oba konta. Mimo, że kart używałem tylko w bankomatach umieszczonych w siedzibach banków! :) Bez paniki, ale w Rio trzeba mieć łeb na karku. Jeżeli jesteś wege, to poza kilkoma miejscami karmią tu naprawdę słabo. Co dziwne, bo przecież owoców i warzyw świeżych mają dostatek, a w sklepach jest pełno roślinnych zamienników mięsa, sera, mleka itd. Na bank opłaca się wynająć mieszkanie z kuchnią i gotować sobie samemu- tanio, smacznie i po swojemu. Jak chcesz jeść na mieście, szykuj hajsu jak lodu, ceny potrafią zaskoczyć :)

Rozdział III. Ostatni. W którym to autor odpowiada na jedno ważne pytanie, oraz dziękuje tym, którym podziękowania się należą jak psu buda.
Jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.* Ja lubię trenować i podróżować, więc na bank odwiedzę Rio ponownie. Mimo kilku swoich wad, to miasto (Brazylijczycy dosłownie nazywają je Cidade Maravilhosa, czyli cudowne miasto) jest idealnym miejscem na spędzenie miesiąca sportowych wakacji. Dziękuję Marcinowi za zorganizowanie super campu i wszystkim jego uczestnikom: Mateuszowi, Andrzejowi i Danielowi z AG, Michałowi i Magdzie AGTM, Arturowi i Rafałowi z Berserkers Team Warszawa, Szymkowi z AGWŚ (Synek tyś je as!) i Tomkowi z Copacabana/Kuźnia Łódź. Dzięki wam się nie nudziłem i nie byłem zdany tylko na swoje książki :) Pozdro Reebok i pozdro KOKA. Zostawiłem tu trochę mojego budżetu sponsorskiego i wasze loga nosi się również w favelach <3 Pozdrawiam też każdego dociekliwego ananaska, który doczytał do tego momentu. Mówi się, że długie teksty na FB „się nie klikają”. Ebać to. 5!

 Widok z Morro Dois Imais

Widok z Morro Dois Imais

 Trening w faveli Cantagalo.

Trening w faveli Cantagalo.

 Poważni goście po treningu ;)

Poważni goście po treningu ;)

 :D

:D