Tajlandia 2014 - Phuket - vol. 1

Nie przepadam za zimą. Dlatego podobnie jak w zeszłym roku postanowiłem jej część spędzić w Tajlandii. Tym razem jest to wyjazd totalnie skierowany na treningi - w planach non stop dwa razy dziennie, a jak zdrowie pozwoli to więcej 😜 Zero zwiedzania, z atrakcji to tylko basen i plaża 😊 Długo myślałem nad tym jak rozplanować tegoroczny pobyt. Stwierdziłem, że trzeba zobaczyć to czego nie udało się poprzednim razem w 2013 (Phuket) i ponowić odwiedziny w gymie (Lamai) w którym trenowało mi się najlepiej. Wybierając Phuket zdawałem sobie sprawę, że jest to Mekka fighetrów, ale w życiu nie przypuszczałem, że na taką skale. Siedzimy tu od środy. Zainstalowaliśmy się z Marianem (ziomek z klubu zwanego Gorylem) w miejscowości Chalong w miłym domku obok słynnego Tiger Gymu. Miejscówka jest super, kilka ze smakiem urządzonych domków a'la apartamenty, piękny ogród z egzotycznymi roślinami a pomiędzy basen ocieniony (tak, używam takich słów) palmami. Cena za nocleg jak nad polskim morzem. Więc jest bardzo git. Stając przed wyborem Gymu do treningów sugerowałem się kilkoma sprawami. Ceną, ilością treningów do wyboru, możliwością trenowania innych rzeczy niż MT. Dlatego mimo, że w naszej okolicy jest kilkanaście różnych klubów Muay Thai (są nawet Crossfitownie) to wybraliśmy ten najbardziej znany na Phuket czyli Tiger Gym. Klub jest teraz rozpoznawany na całym świecie ze względu na: bardzo dobry poziom MT, zawodników MMA którzy regularnie przygotowują się tu do walk i współpracę z legendarnym Brazilian Top Team. Kto śledzi ostatnie gale UFC ten na pewno zauważył, że sporo zawodników wchodzi do oktagonu w koszulkach Tiger Gymu. Za treningi MT odpowiada w klubie 30(!!!) różnych trenerów, tak jak wszędzie są to emerytowani zawodnicy (Songkran, Ratanchai, Naze czy Phongjeen) z rekordami po 300-400 zawodowych walk i tytułami czempionów z legendarnych stadionów Rajadamnern i Lumpinee. Za treningi BJJ odpowiada Fernando Maccachero, czarny pas BJJ z 4 danem i brązowy pas Judo. Za treningi MMA odpowiada Brian "Bad Boy" Ebersole. Weteran MMA z 70 walkami na koncie, walczący miedzy innymi dla UFC. Tak więc widać, że kadra jest więcej niż dobra. Sam gym jest ogromny. Ma 6 ringów (może więcej bo ciężko je wszystkie zliczyć) kilkanaście różnych mat, oktagon, strefę crossfit, sale do BJJ i MMA, bufet, recepcje, sklepik...Tak więc tak. W gymie odbywa się 81 treningów tygodniowo. Jest to olbrzymia liczba wynikająca między innymi z tego, że treningi MT odbywają się dwa razy dziennie i są podzielone na 4 różne grupy zaawansowania z których każda ćwiczy osobno... Do tego codziennie kilka razy treningi: MMA, zapasów, submission fighting, crossa, jogi, krabi krabong, boksu, BJJ... Ktoś kto wykupił karnet open (tak jak My) to nie ma łatwego życia 😊 Swoją droga karnet jak na lokalne warunki jest kurewsko drogi, ale treningi indywidualne MT są dużo tańsze niż w innych klubach. Brazylijczyk za indywidualną lekcje śpiewa 5 razy więcej niż Tajowie. No ale jest tu monopolistą 😊 Kilka słów o treningach. Na razie sprawdziliśmy ekipę z MT zaawansowanego i BJJ NO GI. Oba treningi są dwa razy dziennie, wiec trzeba wybierać co ważniejsze, bo siły na cztery treningi nie mamy. Każdy trening trwa 2-2,5 godziny. Na wszystkich treningach widać od groma białasów z całego świata. Na zaawansowane MT chodzi ok 10 osób. Co ciekawe na taką grupę przypada aż 5 trenerów. Ale tak jest tylko w grupie zaawansowanej. Zadaniem trenerów jest cie zniszczyć. Ci co oglądali słynny już film z Tiger Gymu wiedzą o czym pisze. Trening wyglada mniej więcej tak: 20 minut skakanki non stop, 10 minut rozciągania, 30 minut techniki w parach, 15 minut na tarczach pao, 15 minut worka, 15 minut sparingów, 15 minut podciąganie na drążku naprzemiennie z pompkami i 15 minut brzuszki. Wszystko urozmaicone pompkami-w każdej przerwie 20 sztuk. Jako, że trener mnie wrzucił od razu na sparingi do ringu z wielkimi chłopami co robią formę do walk, to bez ściemy walczyłem o przetrwanie. Same sparingi z wyczuciem i bez spiny, ale jak po takim ciężkim treningu kopie cie na łeb typ co waży 115kg to nie jest miło i w głowie jedzie pociąg. W skrócie treningi MT są kurewsko ciężkie, a przerwa i moje zkoncetrowanie się na BJJ też zrobiły swoje. Grupa BJJ No Gi jest bardzo zróżnicowana. Chodzą na nią zawodnicy MMA którzy się przygotowują do walk (ok 10 osób z całego świata) oraz osoby o bardzo nierównym poziomie. W sumie ok 35 ludzi. Z tego powodu techniki są skrajnie różne, od podstawowych rolek po pogmatwane uciskówki na giry. Po 1.5h treningu są jeszcze walki. Trwają one pół godziny. Tu to nie ja walczyłem o przetrwanie, tylko inni walczyli o nie 😉 Co mnie zaskoczyło na Phuket to ilość fighetrów z całego świata- Rosjanie, Amerykanie, Japończycy, Niemcy, Polacy, Turcy, Szwedzi, Angole, Brazylijczycy... Nie ma chyba drugiego takiego miejsca w Tajlandii. Na na naszej ulicy jest kilka gymów, sklepy z akcesoriami do ćwiczeń i restauracje serwujące żarcie dla sportowców np. owsiankę z bananem i omlet bez tłuszczu. Ceny za posiłek w knajpie od 5 do 20pln. Są miejsca w których menu jest podzielone na: obniżona zawartość tłuszczu, obniżona zawartość węgli, obniżona zawartość cukru. Nie spotykałem się z czymś takim nigdy i nigdzie. Teraz rozumiem dlaczego wszyscy zawodnicy tak sobie chwalą Phuket. Jest z kim potrenować, jest mnóstwo gymów do wyboru, można tanio i zdrowo zjeść, wspaniała baza noclegowa, morze, plaża, super pogoda. Czego chcieć więcej? Pozdróweczki dla zimnej Polski.

12 grudnia 2014, Phuket, Tajlandia

Grzegorz Sobieszektiger gym