Tajlandia 2014 - Phuket - vol. 2

Dziś już po porannym treningu. MT było grane. Trening zwyczajowo bardzo ciężki, a na koniec 3 rundy sparingów. Niewiele co? Problem w tym, że jedna runda trwała 10 minut 😃 Innymi słowy pół godziny sieki w ringu. Walczyłem z trzema chłopami- Australijczyk, Chorwat i Taj. Dwaj pierwsi bardzo dobrzy, ale robili normalnie, dość mocno, ale nie na nokałt. Można było sobie powalczyć i dać powalczyć. Taj trener który wszedł do mnie na 3 rundę sparingu to temat na rozprawkę. Ogólnie mieliśmy wrażenie z Marianem, że trenerzy nas nie lubią. Jak inni zawodnicy kopią po 20 midli na nogę w rundzie na pao, to nam każą kopać dwa razy wiecej i takich dziwnych sytuacji dość sporo. I ten sparing był dowodem, że nie mylimy się. Ogólnie sparingi są na 60% i bez łokcia. Taj (wysoki chłop, ale ważył z 75kg max) od razu dał mi do zrozumienia, że lekko nie będzie. Było na 100% i w trakcie sparingu dowiedziałem się że on może bić łokcie. A dowiedziałem sie tak, że Taj mi go wypłacił na głowę :) Lekko nie było, było masakrycznie cieżko. Lewa noga prawie nie działa, tak jest obita. Reszta trenerów konkretnie po tajsku dopingowała swojego ziomka. Oczywiście starałem się odgryzać jak mogłem, ale chłop mnie ewidentnie chciał ubić i miał wszystkie(!) narzędzia żeby to zrobić. Na szczęście nie udało mu się 🙏 I tu pytanie. Czy coś zrobiliśmy nie tak czy coś, że zamiast nas trenować to się z nami chcą bić? Światło rzucił na to chłopak który opowiedział nam, że generalnie takie jest nastawienie Tajów do zawodników MMA. Wyglądasz jakbyś ćwiczył MMA, masz spodenki nie tajskie? Licz na ostry dojazd od pewnych trenerów. Teraz relaks w basenie iokłady z lodu na nogę.