Tajlandia 2014 - podsumowanie i rady dla trenujących Muay Thai

Ostatni wpis o moim ostatnim wyjeździe do Tajlandii 😊 Wiadomo, że trenowanie dwa razy dziennie dla osób zajmujących się poważnie jakimkolwiek sportem nie jest czymś specjalnie trudnym. Inaczej jednak się sprawa ma gdy trenujesz w Polsce a inaczej jak w 30 stopniowym tajskim upale (odczuwalność temperatury jest jeszcze większa ze względu na wysoką wilgotność powietrza) i gdy jeden trening trwa dwie godziny zegarowe. Jeśli nie chcesz zakończyć przygody treningowej po 3 dniach weź sobie do serca te rady. Rady oparte na własnym doświadczeniu, jeśli ktoś trenował w Tajalandii i ma własne uwagi zachęcam do dzielenia się nimi w komentarzach.
1. Nie trenuj od razu po przylocie. Różnica czasu to 6h i na porannym treningu o 8.00 twój organizm jest wlasnie w środku nocy. Jak często robisz treningi o 2-3 w nocy w upale? Podejrzewam, że niezbyt często. Dlatego daj swojemu organizmowi czas na adaptacje. Niech się przyzwyczai do zmiany czasu. Mi wystarcza jeden dzień i jestem mniej więcej gotowy na ciężką tyrke. Niestety jest to sprawa mocna indywidualna.
2. Sen. Każdy to niby wie, ale ilu się do tego stosuje? Jeśli ciężko trenujesz dwa razy dziennie nie ma opcji, że wystarczy Ci 5-6 godzin snu. Może inaczej, na chwile dasz radę, ale w długofalowej perspektywie odpadniesz z treningów. A przecież nie po to lecisz do trenować Tajlandii żeby leżeć na plaży i narzekać na brak siły 😜 Śpij długo i słuchaj swojego organizmu. Każdy ma inaczej. Ja w ciężkim reżimie treningowym muszę spać minimum 9-10h dziennie. Inaczej czuje się przemęczony. Często robię sobie też drzemki pomiędzy rannym a wieczornym treningiem.
3. Jedzenie. Musisz dobrze jeść. Inaczej umrzesz po ciężkim treningu. W Tajlandii jest to bardzo proste. Dobre potrawy dla sportowców zjesz po taniości w każdej knajpie. Ja jako wegetarianin też nie miałem żadnych trudności. Na moje prawie codziennie menu składały się: płatki owsiane z świeżymi owocami i jogurtem naturalnym, omlet, ryż smażony z jajkiem i ananasem, tofu z masamam i panang curry i ryżem, świeży kokos, Pad Thai, różne rodzaje makaronu z warzywami i jajkiem, najróżniejsze sałatki oraz owoce owoce owoce. Świeżych owoców nigdy mało ❤️ Tajowie nie używają dużo pieczywa wiec jak masz ochotę na kanapkę to płacisz za nią tyle co za zwykły obiad, bo chleb jest drogi. Europejskie żarcie też wyraźnie droższe niż tajskie, ale czasem człowiek zatęskni za zwyką kluchą z sosem pomidorowym. Dogadanie się o potrawy bez mięsa nie stanowi problemu w żadnej miejscowości. Czasami tylko kelner musi zawołać kogoś z hotelu na przeciwko żeby posłużył za tłumacza 😜 Słabo jesz=nie wytrzymasz tajskiego tempa treningu.
4. Suplementacja. Czasy gdy odżywki były w Tajlandii kosmicznie drogie już minęły. Odżywki są, nie są drogie, prawie powszechnie dostępne w miejscowościach w których są kluby sportowe. Ja używałem tylko białka na dzień i kazeiny na noc oraz zestawu witamin. Na pytanie czy suple są potrzebne odpowiem tak- czy sportowy samochód jeździ na normalnym paliwie? No właśnie 😀 PS jeśli interesuje cię bomba (nie polecam, ale każdy ma swój rozum) to wszystko dostępne prawie na legalu w aptekach. Finanse załatwiają wszystko. I nie ma co udawać, że sprawa nie istnieje, bo istnieje i ma się dobrze.
5. Picie. Wylądowałeś w mega gorącym klimacie, jesteś białasem i pocisz się jak świnia 🐖 Nie zapomnij pić dużo wody. Ja piłem ok 5 litrów płynów dziennie. Nie licząc wody na treningach. Świetnym rozwiązaniem przed treningowym są zimne owoce z lodówki w twoim pokoju. Owoce kupujesz na bazarze, pakujesz do lodówki a na 40 minut przed treningiem zjadasz sporą pajde arbuza i kilka mandarynek. Na maxa nawadnia i jest prąd na treningu. A smak owoców... Nie do opisania. Tak kurewsko są dobre 😊
6. Regeneracja. Treningi treningami ale odpoczywać trzeba. Każdy odpoczywa inaczej. Mnie na maxa relaksuje pływanie w basenie, wylegiwanie się na plaży (morze jest tak ciepłe, że ulgi w upale daje tylko troszkę) i czytanie książek w chłodnym klimatyzowanym pokoju. Boże chroń ebooki! To sprawa mocno indywidualna, ale widziałem już pare osób które zapomniały o odpoczynku i na treningi przestawały przychodzić po 3 dniach.
7. Masaże sportowe. Nie wiem na czym to polega, ale Tajowie do perfekcji opanowali sztukę masażu. Nie ma nic lepszego po ciężkim tygodniu treningów jak położyć się na kozetce i zamówić godzinny masaż dla sportowców. Jest to specjalna wersja masażu z olejkami rozgrzewającymi, ale robiona bardzo mocno. Łokciami, kolanami i stopami. Baba Cię nie oszczędza. Drzesz ryja, bo boli i jesteś pospinany, ale finalnie wychodzisz z zakładu jak młody bóg. Dzięki takim zabiegom możesz przeżyć kolejny tydzień ciężkiej tyry. Masaż kosztuje 30-40pln za godzinę, czyli taniej niż tanio. Sprawiedliwości musi stać się zadość i należy wprost napisać, że 5%salonów masażu to "salony masażu". Jeśli liczysz na masaż "specjalny" musisz szukać takiego gabinetu. Odróżnić go od normalnego salonu nie bedzie trudno, bo Panie i Panopanie gestami pokażą Ci jak wygląda masaż z bonusem. Jak tam kształtują się ceny to niestety nie wiem, ale chętnych z tego co widziałem to nie brakuje... 😃

PS 1 Dziękuje Marianowi za wspaniałe towarzystwo na wyjeździe. W ekipie zawsze śmieszniej.
PS 2 Wszytskie te wpisy o Tajlandii kiedyś połączę na blogu w jedną całość i okrasze zdjęciami, tylko muszę się dorobić bloga, bo nie mam. Jeśli to czytasz, to pewnie widzisz, że już mam ;)
PS 3 Na zdjęciu trening w basenie. Dmuchanym kettlem 😜

 Trening kettlem w basenie ;)

Trening kettlem w basenie ;)

 Tajowie nie trawią lakotozy, więc sojowe mleko jest wszędzie, na każdej stacji benzynowej :)

Tajowie nie trawią lakotozy, więc sojowe mleko jest wszędzie, na każdej stacji benzynowej :)