Zawiść i zazdrość, czyli choroba polskiego światka sportów walki.

Zawiść, zazdrość, zamiast starać się mieć więcej. Niby napiszę o niedzielnym turnieju Gorila Fight Arena, ale tak naprawdę, to o polskim światku sportów walki.

Dawno dawno temu, robiłem ze swoim starym trenerem turnieje Muay Thai/K1. To było ponad dziesięć lat temu i był to dla mnie okres w którym bardzo wiele się nauczyłem o życiu i o sporcie :D Poznawałem jako młody i niedoświadczony chłopak niuanse polskiego sportowo-zwiazkowego bagienka. Ten klub nie lubił się z tamtym, bo trener przegrał walkę z ich trenerem. Ten związek nienawidził tamtego, bo pisali na siebie donosy do Ministerstwa i wszędzie gdzie się tylko dało. Ten zawodnik nie podawał tamtemu ręki, bo tamten trenował w klubie z policjantami- a HWDP, wiadomo. Ci nie trenowali tam, bo trener tamtych kiedyś chodził na mecze, nie tej drużyny co trzeba. Były też powody bardziej przyziemne, ten odbił tamtemu dziewczynę, więc nienawiść i opluwanie się pokątne. Ten wziął do klubu sprzęt innej firmy niż jedyna obowiązująca w związku. Zdarzały się telefony- „oddaj mi kasę lamusie za wyszkolenie zawodnika, bo ja mu poświeciłem czas, a on teraz przeszedł do twojego klubu”. Przyczyn nienawiści było wiele. Od tego, że trener/zawodnik okradali siebie nawzajem. Do tego, że jednemu szło lepiej w sportowym biznesie, a drugiemu gorzej. Klasyk jak w prostych bajkach dla dzieci. Czasem zestawienie zawodników na gali, to był nie lada problem :D

Pięć lat temu kiedy zakładałem z Marcinem klub Academia Gorila, też zmagaliśmy się z niechęcią wielu osób. Trochę to rozumiałem, bo dwóch kolesi bez układów w środowisku zrobiło gym, którego koncept okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie oglądaliśmy się na to co robiła stara gwardia, tylko robiliśmy swoje. Przez 5 lat zrobiliśmy tyle w sportowym świecie ile inne kluby nie zrobiły przez lat 20. Spotykaliśmy się z niechęcią, wrogością, plotkami, zawiścią, ale oraliśmy swoje pole dzień i noc. Efekty powoli widać, ale dziś nie o tym. Miałem ogromną nadzieję, że jak dojdzie do głosu młode pokolenie sportowców, to skończy się klubowo/związkowa wojna pozycyjna starych dziadów, a zacznie nowy rozdział w polskich sportach walki. Rozdział napisany przez ludzi z otwartymi głowami, podróżujących po świecie i widzących jak się trenuje/organizuje/współpracuje na całym świecie. Chciałem widzieć nowe rozdanie. Niestety rozczarowałem się, bo póki co młode pokolenie niczym nie różni się od starego. Często je nawet przerasta w ilości jadu, bo dostało do ręki narzędzia, których stare dziady nie miały, czyli social media…

Trenerzy zabraniają startu swoim zawodnikom, bo turniej organizuje konkurencyjny klub. Zawodnicy muszą ukrywać fakt, że pojechali na sparingi do innego gymu, żeby trener ich nie wyrzucił z klubu. Sparingi międzyklubowe w MT/K1 prawie nie istnieją.* Jak któryś klub organizuje seminarium z międzynarodową gwiazdą, to jest ZAKAZ pokazywania się tam, a zawodnicy proszą organizatora, żeby nie wrzucał z nimi zdjęć na FB, bo ich trener wyrzuci z klubu. Zawodnik potrafi w opisie walki pominąć nazwę turnieju na jakim startował, żeby „nie promować konkurencji”. Sędziowie potrafią udupić w turnieju zawodnika dlatego, że trener mówił „złe rzeczy o prezesie związku publicznie”. Normą jest organizowanie seminarium w takim samym terminie w jakim organizuje coś konkurencja. Tak jest i przyzna to każda osoba, która zna to środowisko, a nie jest hipokrytą.

Nie zrozumcie mnie źle, nie musimy się wszyscy kochać, jak nawijał Kękę „nie bądźmy hippisami”. Wystarczy jeśli będziemy się jako trenerzy/sportowcy/sędziowie/działacze/właściciele gymów szanować, albo przynajmniej sobie nie przeszkadzać. Tyle styknie. Twój chłopak wygrał z moim- szacunek widocznie dziś był lepszy. Twój związek zorganizował sztos zawody- szacunek, zainspirowało mnie to do cięższej pracy. Twój klub zrobił coś wyjątkowo dobrego- czapki z głów, będziemy równać do góry. Podpisaliście kontrakt z nową organizacją- zajebiście, może przetrzecie szlaki dla moich zawodników. Trochę luzu i mniej zawiści. W innym wypadku drodzy sportowcy, sami lejecie do studni, z której później pijecie wodę.

 10/10 czyli własne memy mnie śmieszą najbardziej ;)

10/10 czyli własne memy mnie śmieszą najbardziej ;)