Dlaczego od ponad szesnastu lat nie pije alkoholu i nie ćpam?

1 września mija 16 rocznica mojej całkowitej abstynencji od alkoholu i narkotyków 👀

Gdy decydowałem się na taki krok, nie spodziewałem się, że określi to moje całe dorosłe życie i tak dobrze wpisze się w sportowy tryb życia. Na pytanie „Grzechu czemu nie pijesz” odpowiadałem przez ten czas pewnie z kilkadziesiąt tysięcy razy, ale na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje, kiedy odpowiedziałem tak absolutnie szczerze. Do prawdy trzeba bowiem dojrzeć, a żeby szczerze odpowiedzieć na takie pytanie, trzeba nabrać ogromnego dystansu do siebie i przeszłości. Trzeba (mówiąc wprost) w chuj przepracować.

Jako dzieciak dorastałem wśród ludzi którzy lubili i potrafili wypić. Wcześnie się zorientowałem, że sam również lubię i to tak do odcinki. Nie wychowano mnie w kulturze wypicia kieliszka dobrego francuskiego wina do obiadu. Nie, ja nie z tych. Społeczne „doły” piją inaczej. Raczej na umór i ile fabryka dała. Mieszkałem w swoim życiu w różnych „dziwnych” miejscach i pośród ludzi których mijasz na ulicy i nazywasz pogardliwie „lumpetami”. W miejscach tych się chlało i ćpało i nie było to absolutnie niczym dziwnym. Nie chciałem skończyć jak wielu z pośród tych, którzy mnie wtedy otaczali.

Teraz brzmi to banalnie, jak z jakiejś idiotycznej książeczki dla uzależnionych w katolickiej poradni, ale uwierzcie, przeżyłem w młodości naprawdę sporo zdarzeń, które mocno wpłynęły na moje postrzeganie używek. Nikomu nie życzę, aby jako dzieciak był świadkiem prób samobójczych, oglądał litry krwi, oswajał się z widokiem sąsiedzkich awantur z użyciem noży, czy aby jego bliscy rozbijali swoje rodziny i tracili wszystko przez alkohol. Cieszę się, że zostawiłem to bagno za sobą. Jednak tak naprawdę, ta pozornie radosna rocznica abstynencji, nie jest dla mnie jakimś bardzo wesołym dniem. Dziś bowiem, myślę o wszystkich moich bliskich, których zniszczyły alkohol i dragi. Tych którzy nie wytrzymali ciśnienia i się powiesili. O kolegach którym prochy tak namieszały we łbie, że skakali z wieżowców na główkę. O tych których nałóg doprowadził do podcięcia sobie żył. Myślę o tych których używki posłały na ulice i doprowadziły do bezdomności. O tych których zamiłowanie do picia i ćpania wysłało do zakładów karnych czy poprawczaków. I nie, nie czuje się od nich lepszy. Czuje tylko, że mam od nich więcej szczęścia. Każdemu też życzę tego, aby potrafił podjąć decyzje, która może uratować mu życie. I żeby zdołał przeciwstawić się społecznej presji, że trzeba tak czy siak postępować.

Nie mam problemu z tym, że ktoś obok mnie pije czy cokolwiek innego. Nawet jak najebana męczybuła na imprezie setny raz pyta: „ze mną się kurwa nie napijesz?!” Ja szesnaście lat na sucho, a Ty rób jak uważasz za słuszne. Ze sportowym pozdrowieniem 🤝

PS. Tekst ten napisałem wczoraj, ale długo się wahałem czy go publikować. Mam nadzieje, że komuś pomoże.

1.jpg