"Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej" - recenzja książki.

Remy Bonjasky, Melvin Manhoef, Tyrone Spong, Andy Ristie, Cedric Manhoef, Marco Pique… 🏆 Każdy, kto interesuje się sportami walki częściej niż od święta, zna te nazwiska. To absolutne legendy boksu tajskiego i K1.

Jako dociekliwy kibic, zawsze interesowałem się detalami. Takimi na pozór nieistotnymi. Od dłuższego czasu nie dawał mi spokoju fakt, że przy wymienianych wyżej nazwiskach, zawsze podczas walk, figurowała notka „kraj pochodzenia- Surinam”. Gdzie do urwy nędzy jest Surinam, myślałem 🤔 Konia z rzędem temu, kto potrafi wskazać ten kraj na mapie, albo chociażby przypisać mu kontynent. Nie podglądaj w Google gościu! ☝🏻 Co jest takiego w tym małym diabelskim państwie (rozważałem), że wydało na świat tylu legendarnych wojowników? Wyjaśnienie zagadki przyszło niespodziewanie. Mój kolega z maty sprzedawał część swojej biblioteczki, i od niego nabyłem za okazyjną cenę dziesięciu złotych polskich, ten oto reportaż.

Książka przedstawia skomplikowaną historię trzech Gujan (Gujana, Gujana Francuska, Surinam), której nie da się jej przestać czytać! Blisko sześćset stron pochłonąłem niemalże na raz. Historia, geografia, polityka, społeczeństwo… Historia podbojów i ekstremalnie brutalnego niewolnictwa. Obcinanie nieposłusznym niewolnikom z Afryki rąk i nóg? Pieczenie tych którzy się buntowali na wolnym ogniu? To tu, a u Holendrów (miłośników tulipanów i wiatraków) była to raczej norma niż wyjątek. Piękna historia europejskiej demokracji i walki o prawa człowieka co? 👏🏻 Dżungla która do tej pory(!) nie jest zbadana? To tu. Zbiorowe samobójstwo 900 świrniętych osób w dżungli? To tu. Indianie polujący na zbiegłych niewolników i obcinający im ręce w zamian za kasę od Europejczyków? To tu. Niespotykane nigdzie indziej choroby i trujące rośliny? To tu. Zwierzęta polujące na ludzi? To tu. Setki tysięcy Hindusów sprowadzonych podstępem (w momencie gdy oficjalnie zniesiono niewolnictwo) do niewolniczej pracy na plantacjach trzciny cukrowej? To tu. Rabunkowa eksploatacja złóż cennych metali w środku dżungli, przez międzynarodowe korporacje? To tu. Plemię z Laosu(!) przeniesione na zupełnie inny kontynent „bo zimna wojna”? To tu. Narkotykowi baroni i ich lądowiska z dżungli? To tu. Zamachy stanu i skomplikowane gry służb wielkich mocarstw? To tu. Ludzie porywani w dżungli i wysyłani do Europy jako egzotyczne prezenty z podróży? To tu. Centrum lotów kosmicznych? To tu. Zbuntowani niewolnicy, którzy uciekli z planacji i w południowo amerykańskiej dżungli stworzyli sobie wioski ludojadów, wierne kopie afrykańskich społeczności? To tu. Sporo rzeczy, jak na trzy małe państwa cnie?

Niesamowita książka, napisana pięknym językiem, chylę czoła przed autorem i tłumaczem 🙇🏻‍♂️ Czułem się jak w czasach młodości, gdy na kilogramy pochłaniałem książki podróżnicze. Naprawdę, dawno nie czytałem tak wciągającej lektury. Wracając do Surinamu i naszych sportowych legend. Wiecie co jest przyczyną tego, że z Surinamu pochodzi tyle fighterskich legend? Książka nie odpowiada wprost na to pytanie. W sumie, to nie pojawia się w niej nawet wzmianka o tych sportowcach. Jednak uważny czytelnik rozumie, że to z powodu ekstremalnej biedy, szansy awansu społecznego przez sport, urzędowego języka holenderskiego i umowy między Surinamem a Holandią o przepływie ludności. Jeszcze uważniejszy czytelnik, po zakończeniu ostatniej kartki ciężko westchnie, bo zrozumie, że byłe europejskie kolonialne mocarstwa nawarzyły takiego piwa, które będzie sączone latami, a smak zawsze będzie miało wybitnie cierpki. 10/10

1,jpg.JPG