Lou Duva „Moje siedem dekad w boksie” - recenzja książki.

Lou Duva „Moje siedem dekad w boksie”. Historia spektakularnych oszustw, przestępstw, wielkich mistrzów, małych śmierdzących sal treningowych, milionowych zarobków i ogromnej miłości do pięściarstwa 🥊❤️

Jest to książka obowiązkowa dla osób, które zajmują się sportami walki zawodowo. Trenerów, działaczy, zawodników, właścicieli klubów, sędziów i dziennikarzy. Niezależnie czy zajmujesz się boksem, mma czy bjj, pewne mechanizmy opisane w tej książce są uniwersalne. Ich znajomość pozwala świadomie uczestniczyć w życiu sportowo-biznesowym. Jeżeli ich nie znasz, zostaniesz oszukany (mówiąc wprost, wydymany), lub w najlepszym razie wykorzystany jako pożyteczny idiota. Czytając tę książkę nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że pewne problemy i mechanizmy w sporcie są stare jak świat. Grupy promotorskie, fanatyczni kibice, oszuści, mafia, związki sportowe, interesy stacji telewizyjnych, zawodnicy porzucający trenerów którzy doprowadzili ich do tytułu mistrza świata, trenerzy wypychający zawodników do walki mimo strasznych kontuzji, walka pomiędzy trenerami o sławę, narkotyki, sława i podatki… Świadomy czytelnik wyciągnie z tej książki naprawdę dużo. Co nie znaczy, że jest to książka dla każdego. Osobę oglądającą boks okazjonalnie, lub taką która nie jest związana zawodowo ze światem sportów walki, ta książka znudzi. Nie dziwi mnie to, bo ile można czytać o dylematach legendarnego trenera, walce z rakiem, o tym ile razy go oszukano i biznesach sportowych zbudowanych na układach. Oczywiście, w książce jest sporo anegdotek. W jednej z nich autor opisuje jak Lou Duva zorganizował w latach 70-tych międzypaństwowy mecz bokserski, Włochy vs. USA. Problem w tym, że żaden pięściarz z Włoch nie dostał wizy do USA. Bilety sprzedane, kibice czekają, co tu robić? Lou się tym specjalnie nie przejął i znalazł jednego Amerykanina, który miał włoskie korzenie i mówił po włosku. Do niego dokoptował drużynę składającą się Portorykańczyków, Kolumbijczyków i bóg jeden wie z kogo jeszcze. Na konferencji prasowej do mikrofonu mówił tylko jeden „Włoch”, żeby sprawa się nie „rypła”. Mecz się odbył, wszyscy byli zadowoleni… 😂

9/10

1.jpg