Działania społeczne, a media społecznościowe.

Wczoraj mój prywatny profil na FB przypomniał mi takie zdjęcie z przed 5 lat. Nie miałem jeszcze wtedy fanpage, a klub Academia Gorila nie był jakoś super znany i działał skromnie :D

Na prośbę koleżanki ze studiów (studiowałem psychopedagogikę jakby ktoś nie wiedział) dołączyłem do zespołu GPAS który chodził po warszawskich podwórkach na Pradze i robił plenerowe zajęcia edukacyjne dla dzieci. Miałem dużą niebieską torbę z Ikei, a w niej sporo starych rękawic bokserskich i tarcze. Chodziliśmy z takim fajnym wózkiem (a’la mini wagon cyrkowy) od podwórka do podwórka, na każdym zatrzymywaliśmy się na trochę i gadaliśmy z dzieciakami. Część chciała się uczyć boksować, część robić pompki na czas, a część grać w gry logiczne. Działaliśmy. Zajmowało to sporo czasu, kosztowało naprawdę dużo nerwów, bo dzieciaki z Pragi mimo, że są kochane, to potrafią mocno pedagogowi dać w kość. Tu zniknęły rękawice w trakcie treningu, tam kolega przyłożył koleżance w nos zamiast w tarcze, tu dzieciaki Cię wygwizdały, a czasem rodzice zagadali z okna „co tu się kurwa odpierdala?”… #praga Czasami w trakcie zajęć zadawałem sobie pytanie po co ja to robię. Przecież mogłem w tym czasie zrobić coś dla siebie, przecież jest tyle zajęć spokojniejszych, sensowniejszych dla rozwoju zawodowego, przynoszących pieniądze itd. Odpowiedź była prosta. Robię to, bo widzę w tych dzieciakach siebie z przed 30 lat. I zawsze gdy mi się bardzo nie chciało jechać, do tego czy innych (wcześniej Śródmieście, później Ochota i Marymont + projekty w Gorylu) społecznych projektów, to przypominałem sobie, że kiedyś ja byłem na miejscu tych dzieciaków. Na moje podwórko niestety nikt inspirujący nigdy nie przyszedł. I wtedy nawet zmęczony czy zniechęcony jechałem prowadzić zajęcia.

Czemu o tym piszę? Odbyłem ostatnio dyskusję o tym, czy należy pisać o tym, że się pomaga w mediach społecznościowych. Zdaniem mojego interlokutora pomaganie powinno się odbyć bez jakiejkolwiek wzmianki w mediach. Tylko takie ma jego zdaniem prawdziwą wartość i nie jest publicznym pysznieniem się swoją dobroczynnością. Z jednej strony rozumiem takie stanowisko i znam ewangeliczną przypowieść o wdowim groszu. Z drugiej strony przypomniałem sobie ile czasu i nerwów kosztuje mnie społeczna działalność. Czy naprawdę ktoś rozsądny uważa, że ludzie którzy pomagają innym robią to dla lajków, komentarzy i zasięgów? Z reguły takie oceny wystawiają ludzie, którzy sami nie pracują społecznie, bo Ci co to robią, wiedzą ile pracy i poświęcenia to wymaga. I jeszcze sprawa treści w SM. Nawet jeśli czyjaś dobroczynność nie wynika ze szczerych pobudek, to wolę aby mój newsfeed był zapełniany informacjami o działaniach społecznych, a nie zdjęciami w stylu- „zrobiłem trening poproszę lajki”. Nie pracujesz społecznie? Nie przeszkadzaj tym co to robią. Ode mnie szacunek dla wszystkich społeczników. Są w życiu ważniejsze rzeczy niż hajs i lajki.

Na zdjęciu uczę Wiktorię trzymania gardy i ciosów prostych <3