"Cynkowi chłopcy" Swietłana Aleksijewicz. Trzysta osiem stron żarliwego antywojennego manifestu.

Nieczęsto zdarza mi się wzruszyć podczas czytania książki o wojnie. Generalnie zło i nieszczęście nie "poci mi oczu". Wzrusza mnie dobro, szlachetność, bezinteresowność itd. Jednak przy "Cynkowych chłopcach" się wzruszyłem. Mniejsza o to dlaczego i przez co, ale jeśli lektura jest w stanie obudzić we mnie takie emocje to znaczy, że musi być nieprzeciętnie dobra.

Lata 80te i 90te. Radziecka inwazja na Afganistan ukazana oczami kilkuset osób- szeregowych żołnierzy, sanitariuszek, oficerów, członków Specnazu, matek, lekarzy, sąsiadów, ojców, żon i dzieci. W tle autorka kreśli obraz radzieckiego społeczeństwa. W większości przypadków "Afgańcy" wracali do swych bliskich, albo w cynkowych trumnach, albo jako kaleki bez rąk, nóg, wzroku, słuchu... Nawet ci co jakimś cudem ocalili swoje życie i ciało, nie ocalili psychiki, bo to co widzieli i to co robili w Afganistanie, nie pozwalało im po wojnie być normalnymi ludźmi.

Gwałty, zabójstwa cywili, utrata kolegów, wszechobecna śmierć, miny pułapki w jedzeniu, powszechne amputacje kończyn, palenie plonów w afgańskich wioskach, brak podstawowych leków, brak broni i wyposażania na 40 stopniowe upały, narkotyki, prostytucja, samobójstwa, kłamstwa i cynizm dowódców szukających każdej okazji żeby się nachapać na wojskowych dostawach. Cześć żołnierzy których tam wysłano nie nauczono strzelać i oszukiwano ich do końca, że będą pomagać miejscowej ludności w sianokosach(!) i bronić socjalizmu. Okazało się, że są dla miejscowych najeźdźcami, a afgańskie kobiety na wsiach, gdy tylko mogły, zabijały ich z ukrycia motykami...

Trzysta osiem stron żarliwego antywojennego manifestu.

10.10