"Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast" - dlaczego nie jeżdżę na wyjazdy z biurami podróży - recenzja książki Filipa Springera

1.jpg

Są takie typy wyjazdów organizowanych przez biura podróży „6 stolic w 3 dni”. Jak dla mnie do dupy 🤷🏻‍♂️ Oferty takie są tworzone tylko po to, abyś mógł się pochwalić, że byłeś i w Paryżu i w Rzymie, a nawet(!) w Madrycie 😉 Nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje, że na takim wyjeździe dogłębnie poznasz kulturę i historię jakiegoś kraju. No chyba, że towarzyszy Ci doskonały przewodnik. Erudyta, obyty, wykształcony, dowcipny, z koneksjami i inteligentny.

Tak było z tą książką, kilkadziesiąt miast, w jednej książce, to nie mogło się skończyć dobrze. Nadzieją moją był przewodnik, Filip Springer, który ujął mnie w „Źle urodzonych” swoim warsztatem, pięknie chłopina pisał o tych architekturach całych, oj pięknie. Niestety tym razem Springer jako przewodnik mnie zawiódł, a książka okazała się wyjazdem opisywanym w pierwszym zdaniu tego wpisu. A przecież jestem doskonałym targetem tej książki. Ja wychowany w małym mieście, które z miasta wojewódzkiego po reformie administracyjnej stało się sypialnią Warszawy i Łodzi. Coś tu poszło nie tak. Niestety nie wiem co. Może za dużo wszystkiego? Na pociechę obejrzałem w tej lekturze kilka cudownych zdjęć (autorstwa autora) i otrzymałem poczucie, że czytałem coś o Krośnie, Wałbrzychu i Suwałkach. A także byłem w Paryżu, Rzymie, a nawet(!) w Madrycie 😉

5/10