Śmierć, masakryczny głód, poniżenie i niepewność jutra. "Podróż do krainy Zeków" Margolina. Recenzja.

Zrzut ekranu 2018-09-15 o 20.28.35.png

[pozdrawiam wszystkich co czytają po nocach zamiast spać]

Niezbyt rozsądnie jest wybrać na świąteczną lekturę akurat tę książkę. Święta to zwykle czas tradycyjnego obżarstwa, a Margolin opisując 5 lat radzieckich łagrów, z 700 stron książki ponad połowę(!) poświęca na opisywanie jedzenia, a raczej jego braku... Książka nie będzie niczym nowym dla osób interesującym się historią komunistycznych zbrodni.

Julius Margolin-zatrzymany bez wyroku i w sumie bez powodu przez Armie Czerwoną w Pińsku, polski Żyd mieszkający na stałe w Palestynie odwiedzający swoją rodzine w Polsce, skazany na 5 lat morderczej katorgi za posiadanie polskiego paszportu. Dalej klasycznie: mordercza często bezsensowna praca, wycinka lasów nad Morzem Białym, -30 stopni, brak ubrań, wszechobecna śmierć wszystkich którzy go otaczają, masakryczny głód, poniżenie i niepewność jutra.

Zwolniony do domu po wojnie pisze książkę już w roku 1947. Świat ją odrzuca, bo prawda o łagrach i ZSSR przeszkadzała w politycznych sojuszach Izraela. Autor staje się wyrzutkiem, a jego jedynym przewinieniem było to, że opisywał niewygodną dla rządzących ówczesnym Izraelem socjalistów prawdę o ZSSR.

Czytając wspomnienia Margolina ciągle myślałem o dwóch rzeczach. Pierwsza- bardzo, ale to bardzo nie chciałbym być polskim Żydem z Pińska w trakcie wojny. Z jednej strony hitlerowskie obozy, z drugiej sowieckie łagry, gdzie się nie ruszysz to przejebane. Druga rzecz- czy czasem nie jest lepsza szybka śmierć od kuli czy gazu, od długoletniej powolnej śmierci z głodu. Każdemu kto zacznie w mojej obecności pierdolić o "osiągnięciach" komunizmu dam po głowie tą książką. Bo te "osiągnięcia" są zbudowane na trupach milionów niewolników latami przetrzymywanych w łagrach.