"Ostatni świadkowie" Swietłany Aleksijewicz tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

1.jpg

Opis tej książki miałem zacząć tak- "Małe białoruskie dzieci zlizują kurz z podłogi w obozie, tak są głodne". A pózniej trafiłem na inny fragment i opis książki miał się zaczynać tak- "Dzieci znalazły w zimę zamarznięte trupy żołnierzy niemieckich w lesie. Kilka dni zjeżdżały na nich z górki jak na sankach. Taka zabawa". A jeszcze później trafiłem na inny fragment i chciałem zacząć opis tak- "Obóz dla dzieci. Niemieccy lekarze pobierają od niedożywionych i wycieńczonych kilkuletnich dzieci krew dla nazistowskich żołnierzy. Dzieci te po kilku takich zabiegach masowo umierają". A później zorientowałem się, że ta książka składa się tylko z takich historii.

Ze wspomnień białoruskich/żydowskich dzieci które przeżyły wojnę. Mordowanie rodziców i palenie żywcem noworodków na oczach kilkuletnich dzieci. Wrzucanie dzieci do studni i topienie ich w rzekach. Dzieci rozszarpywane przez specjalnie tresowane psy. Podrzucanie dzieci obcym ludziom, żeby tylko przeżyły. Głód taki, że dzieci jadły trawę i drzewa, a jak tego zabrakło to gryzły ziemie. Tułaczka kilkuletnich sierot przez kilkaset kilometrów. Gwałty. Zacząłem czytać tę książkę z przeświadczeniem, że nic mnie nie zdziwi jeśli chodzi o poziom okrucieństwa na wojnie. Nie znałem jednak emocjonalnej perspektywy dzieci. Jest ci w życiu cieżko? Miałeś trudne dzieciństwo? Zapraszam do lektury.

10/10