"Pociąg widmo do gwiazdy wschodu" Paul Theroux - unikaj takich reportaży.

1.jpg

Wyobraź sobie, że wybierasz się w podróż (prawie) dookoła świata koleją 🚃 Masz grubo ponad pięćdziesiąt lat i będziesz jechał śladami swojej podróży i książki, sprzed lat trzydziestu. Takie tam starcze podrygi i rozliczenie z młodością. Startujesz z Paryża i tam kończysz. Austria, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Armenia, Gruzja, Azerbejdżan, Turkmenistan, Indie, Birma, Tajlandia, Singapur, Kambodża, Wietnam, Chiny, Japonia, Rosja, Białoruś, Polska, Niemcy, Francja... 🌏 Wyobraź sobie, że ponownie masz napisać o tym książkę. Masz do dyspozycji 700 stron. To czy zmarnujesz połowę książki na opisywanie Indii?!? 🤦🏻‍♂️ Czy arcyciekawej Rosji poświecisz zaledwie kilkanaście kartek?

To jest jakiś obłęd! Co Wy wszyscy nagle z tymi Indiami? Czy przeludnienie, syf i bieda są aż takie interesujące? Czy też może chodzi o to, że autor anglojęzyczny i zdecydowanie łatwiej mu pisać o kraju, w którym prawie wszyscy mówią po angielsku? 🤔 W takim wypadku proszę zaniechać oszustwa, że to będzie książka o wszystkich krajach, przez jakie Paul Theroux podróżował i uczciwie przyznać- będę pisał o tych miejscach, w których ludzie mówią po angielsku, bo inaczej nie wiem, o czym miałbym pisać. Ciekawy był fragment o Wietnamie i Birmie, ale to i tak nie ratuje książki. Brakuje mi tu jakiegoś charakterystycznego sznytu, jakiejś refleksji dojrzałego, było nie było, pisarza. Samo jeżdżenie pociągiem nie sprawi, że książka porwie czytelnika.

Jeden ze słabszych reportaży jakie czytałem ostatnio. 3/10