Podróż w stronę dzieciństwa i najlepiej wydane 5zł w tym roku. "Mały bizon" Arkadego Fiedlera.

Ludzie wracają do szczęśliwych wspomnień z dzieciństwa na rozmaite sposoby. Jeżdżą w miejsca które odwiedzali jako dzieci, przeglądają stare fotografie, nagle zaczynaja interesować survivalem, gokartami, sklejają modele czy układają klocki lego 😊 Ja też mam swoją metodę.

Jako dziecko nieprzeciętnie dużo czytałem. Ze zrozumiałych powodów były to głównie pozycje dla dzieci, choć np. taką Trylogie przeczytałem w IV klasie podstawówki, nie rozumiejąc oczywiście nic, oprócz wątku "płaszcza i szpady". No, ale do rzeczy, czyli podróży w stronę dzieciństwa. Wychowałem się, jak każdy uczciwy młodzieniec narodzony w latach 80tych, na książkach Karola Maya, Alfreda Szklarskiego, Wiesława Wernica, Jacka Londona itd. Do dziś dzień, lubię sobie dla relaksu przeczytać książkę "dla młodzieży" z lat minionych. W sumie, to nie wiem, czy obecnie coś takiego, jak literatura dla młodzieży w ogóle istnieje. Wtedy istniało, byłem wielkim szalikowcem gatunku. Nieskomplikowana fabuła, prosty język, wyraźne charaktery, prosta granica pomiędzy dobrem i złem, Indianie, blade twarze, łaciate bizony, preria, dzikie zwierzęta, przygody, mustangi, gonitwy i strzelaniny... Wszystko co kochałem wtedy i wszystko co kocham teraz.

Jedni dla relaksu układają pasjansa, a ja se czytam książki z dzieciństwa ❤️ Akurat tej książki nie czytałem w dzieciństwie, tylko znalazłem ją przypadkiem w kawiarni Kafka, gdzie można kupować książki na wagę. Bilet w stronę dzieciństwa kosztował mnie 5pln i było to najlepiej wydane pinć złoty w ubiegłym roku. PS. Piękne ilustracje!

10/10