"Ryby śpiewają w Ukajali" + "Dzikie banany" Arkadego Fiedlera - czyli dlaczego podróżując nie korzystam z drukowanych przewodników.

Jest taka kategoria książek "przeczytane za późno" 😔 To nic, że stara. To nic, że w części się zdezaktualizowała. Gdybym przeczytał ją wcześniej, moje podróże do Brazylii wyglądałby inaczej. PS. Odnośnie autora mam mieszane uczucia. No, ale może wtedy takie były czasy...

8/10

1.jpg

Zamiast zabierać w podróż chujowe przewodniki, przeczytajcie o miejscu w które jedziecie, choć jeden reportaż ☝🏻 Gwarantuje wam, że zdobędziecie w ten sposób więcej wiedzy o kraju, niż z najlepszego nawet przewodnika dla zblazowanych turystów. Ja np. nie korzystam z przewodników turystycznych, a w dobie internetu samo istnienie przewodników, rodzi pytanie o zasadność wydawania tych kocopołów drukiem. Wracając do sedna. Reportaż, nawet stary, z koniecznymi w tamtych czasach ukłonami w kierunku władzy komunistycznej, da wam horyzont i wiedzę, ale co najważniejsze, da wam inspiracje. Przewodnik co najwyżej powie wam, gdzie dobrze zjeść w uroczej i małej lokalnej knajpce, a jak już tam dojdziecie, to spotkacie 100 osób, które mają ten sam przewodnik 😊 Książki "Dzikie banany" wcześniej nie czytałem i bardzo tego żałuje, bo język cudowny(!) i bogaty w liczne anachronizmy. Do tego piguła wiedzy na temat Indochin. Moje podróże do Azji mogły wyglądać inaczej... 🌏

9/10