"Tańczące niedźwiedzie" vs. cytaty z portalu temyśli.pl - recenzja książki Witolda Szabłowskiego.

Piękna książka, a tak dokładnie, to piękne pół książki. Ta połowa o niedźwiedziach 🐻 Reszta też da się czytać, ale po kolei.

Bułgaria chce do UE, a Unia nie lubi dręczenia zwierząt, więc niedźwiedźnicy i ich „sztuczki” nie są mile widziani w czarnomorskich kurortach. Autor opisuje losy odbieranych Cyganom niedźwiedzi, ich relacje z treserami i trudny pobyt w misioazylu. To nawet jest bardzo spoko, bo dowiadujemy się ile taki misio potrafi wyduldać gorzałki i co oznacza zwrot „ty akademiku smorgoński”🍾 Niestety autor poszedł o krok dalej i w kolejnej połowie książki misie idą na boczny tor, a każdy rozdział poświęcony czemuś innemu (od estońskich Rosjan i PGRowskich wsi pod Koszalinem, po Kubę i smierć Fidela). To też dało się czytać, niestety Szabłowski postanowił każdy kolejny rozdział, rozpoczynać od sentencji dotyczących niedźwiedzi wychodzących z niewoli i nie radzących sobie w normalnym świecie. Jeden, wcale nie jestem pewien czy to co mamy dookoła to jest „normalny świat”, więc nie dziwie się, że ktoś sobie w nim nie radzi. Dwa takie metafory, to poziomem przystają do rozprawek w liceum. A w książce wyglądają po prostu tandetnie i tanio, jak cytaty z „te myśli pl” 🤷🏻‍♂️

5/10