Dlaczego kocham stragany z tanią książką i "Wilk" Marka Hłaski.

1.jpg

Wszystko zaczęło się na dworcu kolejowym Warszawa Śródmieście, gdzie Grzesio jako młody chłopak nabył po okazyjnej cenie komplet dzieł Hłaski. Nikt mu tego nie doradzał, skusiła go promocyjna cena i ładnie wydane książki w twardych oprawach. Boże chroń stragany z tanią książką, gdziekolwiek one teraz są, bo na dworcach ich nie widziałem od lat 😕

Zaczęło się na dworcu i tam zostałem fanatycznym szalikowcem Hłaski. Niektóre jego książki czytałem więcej niż po kilkanaście razy. Fragmenty z "Palcie ryż każdego dnia" zdarza mi się cytować w codziennym życiu, a cykl izraelski siedzi mi w głowie do dziś. "Wilka" trafiłem w Empiku, kupując książkę na urodzinowy prezent dla kogoś. Jak zawsze przy takiej okazji, najwięcej lektur to kupiłem dla siebie 😂 "Niepublikowana dotąd książka Marka Hłaski"- to musiało się tak skończyć.

Uczucia po lekturze mam mieszane. Z jednej strony cudownie przedstawiony przedwojenny Marymont i życie robociarskiej biedoty. Tak, za sanacji nie wszyscy bawili się z Wieniawą-Długoszewskim w "Adrii" wjeżdżając tam na koniu. Część, a nawet większość, przymierała głodem na przedmieściach, walcząc od wypłaty do kradzieży- kolejność dowolna i zmieniająca się. Gwara warszawska wpleciona w literacki język, to musiało wyjść książce na dobre. Do tego motyw ze spraniem przez robociarzy Falangistów, podoba mnie się bardzo! Z drugiej strony opis strajku w fabryce, to grafomańskie flaki z olejem. Miejscami czytać się nie dało. No, ale Marek miał w momencie pisania 19 lat, rozgrzeszam chłopa, bo i tak ogarnął to dobrze. Motywy z portretem Stalina i płaczącymi na jego widok robotnikami przemilczę, bo rozumiem czas wtedy był taki, że jeśli chciałeś być wydany, w książce musiał sie pojawić Stalin minimum 10 razy. Nawet jeśli był to poradnik działkowca, jak pielić grządki i zrywać truskawki.

"Wilka" przeczytałem raz i raczej nie zanosi się na to, żebym do lektury tej wrócił, bo albo ja dojrzałem (w co wątpię) i Hłasko mi już tak nie robi, albo maszynopis odnaleziony po latach w szufladzie, nie dorasta do pięt reszcie książek Hłaski.


6/10