Mało ludzi wie co to zaufanie - recenzja książki "Audyt" Jacka Hugo Badera.

Są takie zawody czy funkcje, których realizowanie wymaga ogromnego społecznego zaufania. Lekarz, sędzia, adwokat, spowiednik… Czy pójdziesz do lekarza o którym słyszałeś, że szkodzi pacjentom miast im pomagać? Zaufasz adwokatowi o którym słyszałeś, że ewidentnie działa na szkodę klienta? Powierzysz swe tajemnice księdzu o którym wiadomo, że tajemnice spowiedzi lekce sobie waży i o Twoich grzeszkach w trybie ekspresowym dowie się cała parafia?

Tak jest trochę z zawodem literata reportażysty, wystarczy żeby się do niego przykleiła maleńka łatka konfabulanta i jego książki czyta się z ogromną dozą dystansu. Pozbawia to lekturę jakiejkolwiek przyjemności. Reportażyście należy bowiem ufać, a jeśli zaufania brak, po książkę absolutnie nie sięgać. Publikowałem kiedyś moją recenzję książki Hugo Badera „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” i dostałem do Was szereg wiadomości o tym, co z tą książką i ogólnie z autorem jest nie tak. Nie podejmuję się oceniać czy autor w tamtej książce nakłamał, czy jest wiarygodny, czy powinien się malować na czarno i prowokować nacjonalistów... Jednak tego co o nim przeczytałem jakoś pozbyć się z siebie nie mogę. Ciąży to na moim postrzeganiu jego twórczości. Myślę sobie bowiem, że skoro mógł nakłamać w jednej książce, czemu miałby tego nie zrobić w kolejnych? Żeby sprawa była jasna, jego książki (zwłaszcza te o Rosji) uwielbiam i czytało się je fenomenalnie, ale czytałem jest bez tego całego bagażu kontrowersji związanych z autorem, bo nic o nim wtedy nie wiedziałem.

W trakcie „Audytu” patrzyłem na Hugo Badera z nutką podejrzliwości. Każdy kontrowersyjny element książki oceniałem na niekorzyść autora. A trochę tego było. Jak zaczął pierdolić (zwrot nie jest na wyrost) bzdury na temat polskiego ruchu anarchistycznego, stwierdziłem, że książkę należy odłożyć na półkę i do niej nigdy nie wracać. Nie dość, że kocopoły, nie dość że marnie napisane, nie dość że infantylne konkluzje na poziomie komentarzy z Pudelka, to jeszcze ten autor… Autor o którym się dowiedziałeś ewidentnie za dużo i już nic tego nie cofnie. Patrzysz na niego jak na swojego sąsiada prawnika, którego przypadkowo przyuważyłeś na tym, że przebiera się damskie ciuszki. Może i na co dzień nosi drogi garnitur i sikor, może i się wydaje ultra poważnym człowiekiem, może jeździ Porsche, może zarabia dziesięciokrotność Twojej pensji, ale Ty mijając go w windzie widzisz w nim gościa w różowych podwiązkach z pomalowanymi szminką na czerwono ustami…

2/10