Dwie książki. Jedna bardzo dobra, druga się do niczego nie nadaje. Telegraficzny raport z czytelniczego frontu.

FA526BDC-5CC6-4EA6-8D7C-A99DE51DF83E.JPG

Wstęp.

Dzisiejszy wpis będzie bardzo lakoniczny, bo czasu nie mam zbyt wiele, a ksiazki już od dawna przeczytane i wałkuje następne. Żebym więc nie został (“jak ten chuj”) z kilkunastoma ksiażkami do opisania, te potraktuję troszkę po macoszemu. W telegraficznym więc skrócie napiszę trzy słowa o jednej książce, bardzo dobrej i drugiej, może nie bardzo złej, ale słabej. Smaczku sprawie dodaje fakt, że tę słabą, poleca autor tej dobrej…

Najpierw złe informacje.

„Chleb i proch. Wędrówka przez góry Gruzji” Tony Andersona. Jest to lektura na którą szkoda nawet pięciu minut. O Gruzji to można czytać książki Góreckiego, a nie Brytyjczyka, który wędruje niemrawo, pisze niemrawo i zwyczajnie i po ludzku drażni mnie gość. Tyle mu starczy. 1/10

Teraz dobre informacje.

„Buran. Kirgiz wraca na koń” Wojciecha Góreckiego. Książka dla absolutnie każdego fana dobrego reportażu z krajów postsowieckich. Książka po której ustawiasz alerty na bilety do Tadżykistanu, Kirgistanu czy Uzbekistanu. Książka napisana pięknym językiem, pełna nieoczywistych wniosków, inspirujących historii i postaci. 10/10

Teraz apel do Wydawnictwa Czarne.

Proszę nie używać Pana Wojciecha Góreckiego do reklamowania słabych książek, bo się drugi raz nie nabiorę! 😃

4A8F5F65-2C60-428F-8939-16E9F8E80B1E.JPG