Alpy vs. Tatry - gdzie opłaca się pojechać, żeby dało się pojeździć na desce i nartach, oraz perełka modernizmu zagubiona w Dolomitach.

To ja. Stoję. W tle Alpowie 😁

To ja. Stoję. W tle Alpowie 😁

Pojedynek Alpy vs. Tatry wspomagane przez Beskidy. Dolina słońca we Włoszech, Zakopane, Wisła, Szczyrk i Chopok, czyli grubo ponad miesiąc zimowego szaleństwa. Porównanie miejscówek i odpowiedź na pytanie jakie jest najlepsze auto na świecie.

Zamiast wstępu.

Czas wrócić do smutnej polskiej rzeczywistości, ale zanim to nastąpi, podsumujmy cztery tygodnie tegorocznego rozbijania się po stokach. W święta tydzień czasu jeździłem na słowackim Chopoku. W styczniu na weekend zawadziłem o Szczyrk i jeden dzień jeździłem w Wiśle. Drugi pełny tydzień jazdy to Gorila Muay Thai Winter Camp w polskich Tatrtach. Trzeci tydzień Commezadura we Włoszech. Czwarty tydzień Marileva również we Włoszech. Od razu zaznaczam, że nie jestem fanem gór. Jestem człowiekiem lasów i jezior. Góry interesują mnie o tyle, że to tam się śmiga na snowboardzie. Gdyby nie to, to nie poświęcałbym im nawet dwóch zdań na blogu. Wpis ten dedykuje osobom które poszukują informacji na temat tego czy warto jechać w Alpy, czy może ruszyć w polskie/słowackie góry, czy jest sens porównywać wspomniane i czy da się obiektywnie i wyczerpująco odpowiedzieć na powyższe pytania.

Tatry - słowacki Chopok.

W słowackie Tatry trafiłem w święta Bożego Narodzenia. Moje refleksje: fajne dobrze przygotowane stoki, ultra trudne warunki (przez tydzień ani razu nie wyszło słońce i tak wiało śniegiem, że czasem nie było widać nic na metr do przodu), bardzo wysokie ceny (niczym nie ustępujące tym z francuskich i włoskich Alp. Co mnie na Słowacji zaskoczyło, to ceny i brzydota. Poza stokami Słowacja przypomina skrzyżowanie pofabrycznego szarobrudnego miasta i rozpierdolonego cygańskiego taboru w który dodatkowo wpadła bomba. Jest ultra brzydko! Serio. No i te ceny. Słowacy na głowę upadli z cenami, liczą sobie za wszystko tak jak w Alpach (a czasem drożej), podczas gdy już na pierwszy rzut oka widać, że nie jesteś w Alpach, tylko w Europie Wschodniej. Jeśli miałbyś wątpliwości gdzie się znalazłeś, możesz zaczerpnąć powietrza w puca. Czujesz palone gumiaki i opakowania po Kofoli? Smog od razu przypomni ci, że nie znalazłeś się w alpejskim kurorcie. Wielkim plusem Chopoku jest jego lokalizacja. Ameryki nie odkryję, sorki, ale jedzie się tam naprawdę szybko, od polskiej granicy tylko dwie godziny. Poza tym plusów Chopoku nie widzę, ale na początek sezonu i rozjeżdzenie wystarczy. Na Chopoku byłem sam i wydałem dużo więcej pieniędzy niż na tygodniowym zorganizowanym wyjeździe w Alpach…

Szczyrk,

Zwany również Szyrkaido. Na jeden weekend w styczniu wyskoczyłem tam ze znajomymi. Wnioski: dużo ludzi, trasa na Małe Skrzyczne oblodzona i z prześwitującą ziemią z pod śniegu, bardzo dobra (z roku na rok poprawiana) infrastuktura (krzesła i gondola) kilka dających satysfakcję z jazdy tras połączonych ze sobą, bardzo fajny stok do jazdy nocnej (ten pod gondolą). Ceny umiarkowane (uważam, że to skandal, że w całodziennym karnecie nie zawierają się wieczorne jazdy). Plus: można naprawdę fajnie pojeździć wieczorem i bardzo blisko! Z Warszawy się leci autem tylko 4 h. Minus: powietrze, jego jakość jest beznadziejna. Smog czułem każdym centymetrem ciała.

Wisła.

Jeździłem tylko jeden dzień na stoku którego nazwy już nie pamiętam. Będzie to wiedział gość, który mnie tam zabrał, rodowity Ślązak: Robert „Heniu” Henek. Pamiętam tyle, że nie było kolejek, było tanio i dało się naprawdę sensownie pojeździć/poćwiczyć. Serio.

Zakopane.

Spędziłem tam w tym roku tydzień czasu jeżdżąc na Kasprowym i Polanie Szymoszkowej. Kasprowy wiadomo, bardzo dobre warunki, można się puścić piecem, poczuć wiatr we włosach i zobaczyć śmierć w oczach. Starałem się nie pamiętać, że rok temu zwieźli mnie z tamtąd TOPRowcy w toboganie. Poza tym karnety drogie, kolejki są (ale tylko do wagonika, do krzesła nie stoisz nawet trzech sekund), stoki bardzo fajne i kilka dobrych miejsc do puszczenia się poza trasą (uwaga, nielegalne, możesz dostać mandat od pracownika TPN). To stoki raczej dla osób które ogarniają co jest pięć. Powietrze bez śladu zakopiańskiego smogu. Poezja, zwłaszcza jak świeci słońce. Na Polanie Szymoszkowej natomiast jedna prosta trasa i dwa krzesła, duże kolejki, a mimo to lubiłem tam jeździć, bo stosunkowo łatwy stok pozwalał na ćwiczenie rzeczy, które nie są możliwe na trudniejszych trasach. Podsumowując Zakopane: fajne miejsce do nauki, kilka prostych stoków (Witów, Małe Ciche, Szymoszkowa) kilka trudniejszych (Kasprowy, Harenda). Ceny podobne do tych w Szczyrku. Jedzenie na stoku w porównaniu ze Słowacją dużo tańsze. Minus - powietrze.

Commazedura.

Dolina Słońca we Włoszech to kultowe miejsce dla fanów śnieżnego szaleństwa. Szerokie, długie, nasłonecznione i położone w pięknych świerkowych lasach stoki, przyciągają narciarzy i snowboardzistów z całego świata. Uwielbiam Włochy i Włochów. Za kuchnie, ceny, podejście do dzieci, optymizm, brak spiny, motoryzację, dizjan i za Dolinę Słońca. Tydzień czasu spędziliśmy z ekipą Feel The Flow na Family Weeku, w fajnym hotelu z wyżywieniem, basenem i sauną. Podsumowanie: zorganizowany wyjazd z biurem podróży wychodzi taniej niż samodzielna wyprawa w polskie góry i to chyba wystarczy za rekomendacje. Nie ma smogu, mało jest kolejek, pyszne jedzenie (normalnie na desce chudnę, a we Włoszech przytyłem) i fenomenalne warunki pogodowe. Jak masz dzieci i jeździsz, to jest turnus dla ciebie! Są opiekunowie do dzieci, animatorzy, instruktorzy, a Ty sobie możesz śmigać po stokach. Wada: jeżeli nie masz własnych dzieci wykup inny turnus, inaczej wrzask kilkudziesięciu dzieciaków cię wykończy. Największą wadą Włoch jest dojazd. Niby bliżej niż Francja, ale to wciąż jest daleko. Ja jechałem autem i zajęło mi to bite szesnaście godzin, a mam dość liberalne podejście do przepisów drogowych. Znam takich których zaskoczyła lawina i jechali z Polski dwadzieścia sześć godzin... Moja narzeczona która leciała z dzieckiem samolotem poświęciła na to raptem z półtorej godziny.

Marileva.

Uwaga, będę się rozpływał w zachwytach! Po tygodniu przenieśliśmy się do miasteczka obok, gdzie wspomniane Feel The Flow organizowało następny turnus narciarski. Tym razem dla młodych ludzi, z nastawieniem na szaleństwo na stoku i imprezowanie. Zostaliśmy zakwaterowani w jednym z najpiękniejszych hoteli w jakich miałem okazję być. Perełka modernizmu umieszczona na wysokości 1400 m. n.p.m. pośród lasów świerkowych poprzecinanych licznymi trasami do szusowania. Wprost z hotelu wychodzi się na stok, fik do gondoli i lecisz. To miejsce, to punkt obowiązkowy dla fanów architektury i sportów zimowych. Ja byłem totalnie oczarowany, ale na śniadaniach słyszałem, jeżące mi włos na głowie i brodzie, głosy ignorantów, że to niby brzydki, stary i betonowy hotel. DO PIEKŁA!!! Ci co to mówili, pewnie głosują za pastelowo-ciapkowatymi kolorami bloków na zebraniach spółdzielni mieszkaniowych. Jak słuchałem takich „rewelacji”, to było mi tak przykro, jakbym to ja był odpowiedzialny za projektowanie Marilevy 1400, a nie Luciano Perini ;) Plusy i minusy Marilevy są identyczne jak Commazedury, bo to są praktycznie te same stoki.

Czy jest sens porównywać?

Czy da się porównać polskie/słowackie góry z Alpami? Nie. Z kilku powodów. Po pierwsze odległość. Nie da się pojechać spontanicznie autem w Alpy w kilka godzin, a przynajmniej nie da się, jeśli mieszkasz w Warszawie. Po drugie porównanie to nie ma najmniejszego sensu, tak jak nie ma sensu odpowiadanie na pytanie: „jaki samochód jest najlepszy na świecie”. Każdy szuka w motoryzacji czegoś innego, tak samo jak w górach. Jeden będzie jeździł osiem godzin i nie interesują go pocztówkowe widoki, bo ma zacięcie typowo sportowe i nawet wzroku nie podniesie na krajobraz. Takiemu rozstawią tyczki na Harendzie i też będzie kontent. Drugi będzie jeździł, zwiedzał i robił fotki. Takiemu co sezon przyda się zmieniać alpejski kurort, a jak się znudzi, to przecież jest jeszcze Japonia, USA, Turcja, Nowa Zelandia, Gruzja, Kanada, Ukraina… Trzeci pojedzie na deskę, ale głównie dla towarzystwa i imprez. Takiemu wystarczy Górka Szczęśliwicka i imprezowanie w klubach na Mazowieckiej. Tanio i jak w domu! Jedyne co da się obiektywnie ocenić, to jakość powietrza. Na pewno będziesz mniej zatruty przez smog w Alpach!

Moja rada.

Prawie zawsze wychodzi taniej, jak pojedziesz z biurem podróży. Biura mają dostęp do zniżek o których ty nawet nie możesz marzyć. Hotel, przejazd, skipass za 1300pln na tydzień w Alpach? Totalnie realne, jeśli nie szukasz nie wiadomo jakich wygód. Tyle to mnie wyniosła kwatera na Hopoku za tydzień spania, jedna osoba + pies w święta. Ja zawsze (już czwarty raz) korzystam z Feel The Flow jak jadę w Alpy i jestem mega zadowolony. Ekipa zajawkowiczów bez spiny którzy znają się na swoim fachu. Szczególnie polecam szkolić się u Eryka (narty) i Filipa (deska). Żeby sprawa była jasna, to nie jest wpis sponsorowany, bo nie ma firmy, która byłaby w stanie zapłacić za nierzetelną opinię na tym blogu. Ale jeśli chcesz sprawdzić czy tak naprawdę jest, wyślij maila z ofertą, chętnie się zapoznam z twoją propozycją finansową 😁

Dygresje.
PS 1 Najlepsze auto na świecie to Range Rover, dopóki nie trafisz do mechanika i on nie mówi ci, ile co kosztuje :D Ponieważ w swojej furze ostatnio zniszczyłem skrzynię automatyczną, to w Alpy pojechałem Renault Espace, który dostała moja narzeczona w ramach swojego ambasadorstwa i współpracy z Renault. Byłem mega zaskoczony jakie to jest przyjemne i wygodne w trasie auto. Masaże w fotelach, cztery koła skrętne, aktywny tempomat, nagłośnienie Bose i współpraca z iPhonem bez najmniejszego problemu. Zapakowaliśmy się z całym sprzętem, wózkiem, nartami, bagażami na dwa tygodnie, deskami i dwoma psami. Z trumną na dachu i załadowani po dach w trasie ten cygański tabor pobierał ledwo 9 litrów beny. Bardzo dobry wynik jak na taką wielką krowę. Może Espace nie wygląda jak RR, ale jeżeli chodzi o funkcjonalność, to nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. A przecież jak wiadomo „funkcja głupcze !”

PS 2 Nie pytajcie ile kosztuje naprawa automatu w Range Roverze 😁

Filip uczy mnie skakać w snowparku, jeszcze się nie nauczyłem ;)

Filip uczy mnie skakać w snowparku, jeszcze się nie nauczyłem ;)

Ciężko na włoskim stoku trzymać dietę.

Ciężko na włoskim stoku trzymać dietę.

Typowy widok w Marilevie z wzgórza Monte Vigo.

Typowy widok w Marilevie z wzgórza Monte Vigo.

Poza trasami też można fajnie w Alpach polatać. Marileva.

Poza trasami też można fajnie w Alpach polatać. Marileva.

Perełka modernizmu. Hotel Marileva 1400 zaprojektowany przez Luciano Periniego w 1968 r. zgodnie z wszystkimi najważniejszymi wskazaniami mistrza Le Corbusiera.  Więcej o hotelu przeczytacie  TU

Perełka modernizmu. Hotel Marileva 1400 zaprojektowany przez Luciano Periniego w 1968 r. zgodnie z wszystkimi najważniejszymi wskazaniami mistrza Le Corbusiera.

Więcej o hotelu przeczytacie TU

Hotel Marileva 1400 <3

Hotel Marileva 1400 <3

Hotelowa stołówka w Marileva 1400 &lt;3

Hotelowa stołówka w Marileva 1400 <3

Hotel Marileva 1400 &lt;3

Hotel Marileva 1400 <3

Zrobiłem setki zdjęć temu hotelowi, bo mnie totalnie zauroczył. Marileva 1400 &lt;3

Zrobiłem setki zdjęć temu hotelowi, bo mnie totalnie zauroczył. Marileva 1400 <3

Widok z Monte Vigo z knajpy w której jest fenomenalna pizza, dzięki Rudy za rekomendacje :)

Widok z Monte Vigo z knajpy w której jest fenomenalna pizza, dzięki Rudy za rekomendacje :)

Zapomniałem napisać, że na każdym(!) z opisywanych wyjazdów towarzyszyła mi Kluska, która w hotelach i schroniskach czuje się już jak u siebie w domu :) Marileva 1400

Zapomniałem napisać, że na każdym(!) z opisywanych wyjazdów towarzyszyła mi Kluska, która w hotelach i schroniskach czuje się już jak u siebie w domu :) Marileva 1400

Przepiękny parking w Marileva 1400 i żółty cienias

Przepiękny parking w Marileva 1400 i żółty cienias

Moja córka codziennie spędzała kilka godzin na świeżym alpejskim powietrzu, na szczęście jak jeździłem w Polsce, to została z mamą w domu ;)

Moja córka codziennie spędzała kilka godzin na świeżym alpejskim powietrzu, na szczęście jak jeździłem w Polsce, to została z mamą w domu ;)

Typowy widok we włoskich Alpach.

Typowy widok we włoskich Alpach.

Autor wpisu nosi na rękach swoją córkę &lt;3

Autor wpisu nosi na rękach swoją córkę <3

Ostatni pejzaż z słonecznej Italii, po więcej fotek zapraszam na mój Instagram  xGRISZKAx

Ostatni pejzaż z słonecznej Italii, po więcej fotek zapraszam na mój Instagram xGRISZKAx