Co łączy więzienie w Kosowie, dilerów, drogie kamienie, podróże, mojego pierwszego sponsora i mnie?

Na zdjęciu autor wpisu odkopuje drogę z lawiny, która zaskoczyła nas podczas jednej z wypraw wysoko w kaukaskich górach.

Na zdjęciu autor wpisu odkopuje drogę z lawiny, która zaskoczyła nas podczas jednej z wypraw wysoko w kaukaskich górach.

Miałem w swoim życiu pewien burzliwy okres w którym włóczyłem się po świecie z moimi kolegami dilerami*. Nie byli to jednak dilerzy podobni do tych, do których dzwonisz przed weekendem po jaranie czy inne tego typu głupstwa. Byli to poważni dilerzy. Mieli już swoje lata. Posiadali brody, wąsy, okulary i potrafili tak szybko liczyć banknoty w ręku, że zawstydziliby niejednego cinkciarza. Dilowali oni drogimi kamieniami. Tak, dobrze widzisz, kamieniami. Drogimi. Jest to zajęcie o tyle nietypowe i pracochłonne, że każdemu nowo poznanemu znajomemu trzeba tłumaczyć dokładnie o co chodzi. Tak jak ja robię to teraz. Otóż moi koledzy pozyskiwali (kupowali lub wydobywali) kamienie na całym świecie i sprzedawali je z później z zyskiem również na całym świecie. Zapytasz: „kurwa, kto przy zdrowych zmysłach kupuje jakieś kamienie z chuj wie skąd?”. Pytanie jest więcej niż zasadne. Też mnie to od początku nurtowało, a później zobaczyłem na żywo nieobrobiony turmalin wart kilkaset tysięcy euro i zrozumiałem. Zrozumiałem od ręki. Znaczy zrozumiałem tyle, że muszą to kupować jakieś bogate świry. Tacy wiecie, jakby ich tu kurwa nazwać, pasjonaci.

Tacy pasjonaci, to nie mają łatwego życia. Prawo stanowione przez wiele państw, zabrania wywożenia kamieni bez specjalnej, często bardzo trudnej do zdobycia zgody. Czasami zdobycie takiej zgody jest po prostu fizycznie niemożliwe. W takiej dla przykładu Rumunii za wywóz kilku kawałków minerałów za granicę, przez lata była przewidziana kara śmierci… Mało zabawne co? Na szczęście Rumunia zmieniła przepisy, weszła do UE i zmieniała się tak bardzo, że ci z was którzy odwiedzili ją kilkanaście lat temu, teraz by jej nie poznali. Ja nie poznałem, a przyglądałem się bacznie. Spragnionym mocniejszych wrażeń polecam wizytę w Rosji. Rosja się jakoś super bardzo nie zmieniła i wciąż za wywóz kamieni grożą bardzo surowe kary. Możesz np. zostać aresztowanym przez FSB. Jest to o tyle bezpieczne, że w Rosji łapówka jest tak powszechna, że niemal niezauważalna i do tego załatwi prawie wszystko. Kluczowe oczywiście jest to, komu ją proponujesz i jaka jest jej wysokość. Tak słyszałem od znajomego, który z kolei słyszał to od kolegi brata ciotecznego a stryjecznego szwagra jego ojczyma siostry przyrodniej macochy. Sam nigdy oczywiście nie wręczałem, bo niby dlaczego miałbym to robić, skoro życie moje zawsze przebiegało w granicach prawem przewidzianych? ;)

W trakcie tych rozlicznych włóczęgostw okazało się, że jestem na tyle samodzielny i przedsiębiorczy, oraz że nie boje się podróży do krajów w których prawo jest jedynie mglistą wskazówką, a nie zaś powszechnie przestrzeganą normą, że moi koledzy zaczęli mnie wysyłać po kamienie samego. Kupiłem w Niemczech busa i rozpoczęły się moje podróże po świecie w mniej i bardziej dziwne miejsca. Od Hiszpanii po Baszkirie, od Norwegii po Azerbejdżan. Czasem jeździłem razem z nimi, czasem zupełnie sam, czasem z drugim kierowcą na zmianę, czasem brałem inne zlecenia niż świrów od kamieni, ale to z nimi zawsze było najlepiej. Wiecie dlaczego? Bo nigdy nie wiało nudą!

Dla przykładu: wziąłem od znajomego dawno temu zlecenie przywiezienia minerałów od górników z Kosowa. Trudny rejon i niebezpieczny. Każdy kto ma odrobinę oleju w głowie i telewizor w domu to wie: konflikty państwowe, mafia, kontyngenty wojskowe, rozpierdol i brak jasnych reguł prawnych. Przyjechaliśmy do Kosowa, Hassan** załadował na kamieni na pakę, dał faktury po albańsku, pobrał kasę i elo siema. Na wyjeździe z Kosowa pożegnano nas bardzo miło, celnicy obejrzeli nasze dokumenty, faktury zakupy minerałów i wysłali w kierunku serbskiej granicy. No i się zaczęło. Serbowie twierdzili, że nasze kosowsko-albańskie faktury na kamienie są nic nie warte (jak cała Albania zresztą) i musimy mieć serbskie. Nie wyjaśnili skąd mamy je wziąć skoro jesteśmy w Kosowie, ale nie pozwolili nam wjechać do Serbii. Dużo i głośno się kłóciliśmy, ale nic to nie dało. Musieliśmy się cofnąć do Kosowa gdzie zainteresowani naszą awanturą z Serbami kosowscy pogranicznicy na wszelki wypadek nas aresztowali. W myśl odwiecznej dewizy służb mundurowych, jak ktoś się wyróżnia z tłumu, to go do ciupy na tzw. wszelki wypadek. Niech się mądrzejsi martwią, co z nimi (czyli z nami) zrobić.

Sam areszt to była raczej kupa śmiechu. Nie mieli nawet pomieszczenia dla nas, więc po prostu zabrali nam paszporty i auto. Furę postawili na policyjnym parkingu i powiedzieli do mnie i mojego zmiennika: idźcie do kawiarni, dzwońcie po dużo pieniędzy to was puścimy. I rozpoczęły się targi. Trwały kilka dobrych dni, podczas których spaliśmy w furze na policyjnym parkingu, bo się baliśmy, że nam ją ukradną razem z ładunkiem. Nasze lęki były całkiem zasadne, bo już pierwszej nocy jakieś ananaski majstrowały przy zamku, na szczęście przestraszeni naszymi latarkami dali dyla. Po kilku dniach udało się ustalić kwotę „opłaty specjalnej” i osobę której należy ją wręczyć. Mój zleceniodawca Jacek nie zostawił nas na lodzie i zapłacił komu trzeba. Wróciliśmy wymęczeni do Polski okrężną drogą, przez Albanię, Macedonię, Grecję, Bułgarię, Rumunię, Węgry i Słowację… Nie piszę dokładnie ile i komu zapłacił, ale dużo i komuś ważnemu, bo szczegóły są akurat nieważne. Najważniejsze jest to, że formalnie przetrzymywali nas bezprawnie, bo nasze dokumenty były w porządku. No ale Kosowo to Kosowo: płacisz jedziesz, nie płacisz nie jedziesz.

No i jak tu nie kochać tych świrów od kamieni? Gdzie indziej człowiek by tyle przeżył? Z nimi poznawałem górników na całym świecie, to z nimi nauczyłem się kilku zdań po arabsku, bułgarsku, malgasku, ukraińsku, ormiańsku i rumuńsku, to dzięki nim poznałem prawdziwe życie w krajach zwanych trzecim światem i to z nimi miesiącami spałem pod gołym niebem gdzieś daleko w Rosji. To z nimi przejechałem świat w te i nazad. Jakby tego było mało to kilkoma z nich robię jeden ze swoich biznesów: giełdy minerałów i biżuterii. Są to targi na których spotykają się jubilerzy i pasjonaci minerałów z całego świata. Przez wiele lat to ten biznes był moim głównym źródłem dochodu. Dzięki niemu mogłem trenować sporty walki i dużo podróżować. Chłopaki się śmiali, że powinienem startować na zawodach w różowym rashguardzie udającym nasz plakat z napisem „Międzynarodowa Giełda Minerałów i Biżuterii”, bo przecież to mój główny i jedyny wówczas sponsor.

Czemu to wszystko piszę? Jeżeli chcesz poznać ludzi którzy za kamieniami jeżdżą po całym świecie, albo chcesz zobaczyć, co z takich kamieni można zrobić w jubilerstwie, zapraszam na organizowane przez nas targi Warsaw Mineral EXPO 2019. Gwarantuje, że wyjdziesz oszołomiony. Zrozumiesz też, dlaczego są ludzie którzy tyle ryzykują dla kawałka kamienia. Może kupisz pierścionek z brylantem dla ukochanej, a może wybierzesz dla siebie jakiś kamień, dajmy na to arbuzowy turmalin? Ja swój turmalin nabyłem lata temu w dolinie Sahatany na Madagaskarze od starej i bezzębnej baby. Dałem za niego jakieś 3 złote. Ty nie musisz tak daleko jechać i tyle ryzykować, no ale zapłacisz ciut więcej…

* opisywane zdarzenia są prawdziwe

** niektóre imiona zostały zmienione.

Tak wygląda turmalin. Piękny cnie? <3

Tak wygląda turmalin. Piękny cnie? <3

Typowy krajobraz Macedonii.

Typowy krajobraz Macedonii.

Taki widok budził mnie codziennie, gdy moi koledzy szukali zagubionej gdzieś wysoko w kaukaskich górach starej radzieckiej kopalni. Nie pytajcie po co jej szukali :D

Taki widok budził mnie codziennie, gdy moi koledzy szukali zagubionej gdzieś wysoko w kaukaskich górach starej radzieckiej kopalni. Nie pytajcie po co jej szukali :D

Autor wpisu (dawno temu, bo jeszcze z włosami) gdzieś w dolinie Sahatany na Madagaskarze. Są tam przepiękne turmaliny &lt;3

Autor wpisu (dawno temu, bo jeszcze z włosami) gdzieś w dolinie Sahatany na Madagaskarze. Są tam przepiękne turmaliny <3

W obozowisku górnika poszukiwacza minerałów, gdzieś wysoko w górach Atlas w Maroku.

W obozowisku górnika poszukiwacza minerałów, gdzieś wysoko w górach Atlas w Maroku.

Interesy gdzieś w Maroku.

Interesy gdzieś w Maroku.

Zjazd do nielegalnej kopalni w Maroku. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana :D

Zjazd do nielegalnej kopalni w Maroku. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana :D

Piękny widok, ale z tego co pamiętam miejsce mało bezpieczne, bo tuż przy granicy Górskiego Karabachu. Co tam robiliśmy, już nie pomnę :P

Piękny widok, ale z tego co pamiętam miejsce mało bezpieczne, bo tuż przy granicy Górskiego Karabachu. Co tam robiliśmy, już nie pomnę :P

Podczas tułaczki przez Armenię.

Podczas tułaczki przez Armenię.

Śliczne pola naftowe w Baku i dwa busy świrów z Polski :D

Śliczne pola naftowe w Baku i dwa busy świrów z Polski :D

Dawno temu mój busik gdzieś na granicy Europy i Azji w Rosji.

Dawno temu mój busik gdzieś na granicy Europy i Azji w Rosji.

Bardzo dawno temu gdzieś na krymskim stepie &lt;3

Bardzo dawno temu gdzieś na krymskim stepie <3

Osetia Północna, gdzieś na trasie :D

Osetia Północna, gdzieś na trasie :D

Górnik z Kosowa prezentuje z dumą jakiś nic nie warty gruz :D

Górnik z Kosowa prezentuje z dumą jakiś nic nie warty gruz :D

Tak wygląda turmalin za który wielu oddało by wiele ;)

Tak wygląda turmalin za który wielu oddało by wiele ;)