„Gejów bić, na lesby pluć” - homoseksualizm w sporcie - moja opinia

Jak duchy
Niby ich nie ma. Goście są jak zjawy! Mroczni niewidoczni, cichociemni, bezszelestni. Nie znam żadnego geja w środowisku sportów walki. Serio. No dobra, znam jednego gościa, który pozował w gejowskim magazynie (jak to zrobił to w środowisku BJJ aż zahuczało od ploteczek) ale czy jest gejem, czy zwyczajnie zrobił to dla hajsu, to nie wiem i w sumie głupio mi zapytać, bo gość jest raczej z tych niebezpiecznych, o czym się przekonało wielu jego przeciwników na zawodach. Lesbijki niby znam, ale tylko te z wielkiego świata za wielką wodą, czyli z UFC. A przecież statystyki są nieubłagane. Oni są na bank gdzieś wokół nas, w tych naszych śmierdzących potem sportowych szatniach, tylko milczą. Milczą z obawy przed linczem, odrzuceniem czy wiecznymi docinkami. Czy słusznie?

Gejów bić?
Póki co słusznie. Środowisko sportów walki, to nie jest najbezpieczniejszy habitat do coming outów. Przesadzam? Uwierzcie, że naprawdę znam to środowisko od podszewki. Od chłopaczków co dopiero zaczynają, do ringowych matuzalemów. Od bidaków ledwo wiążących koniec z końcem, do tych którzy dostają grubą penge za jedną walkę. Homofobia jest tu tak powszechna, jak korupcja w polityce. Sam po części nią przesiąkłem na tyle, że jak dostałem propozycję włożenia koszulki w ramach akacji społecznej: „sport przeciwko homofobii” i zrobienia sobie z nią zdjęcia. To zacząłem się wahać…

Sprawy ważniejsze niż spokój
Dlaczego? Bo wiem jakie konsekwencje wiążą się z posiadaniem własnego zdania. Już w szkole podstawowej nauczyciele trenowali mnie do życia we współczesnym świecie, butując za posiadanie odmiennego od nich stanowiska. Wyróżniasz się czymkolwiek? To cię zgnoją, jeśli tylko się dasz. Ameryki nie odkrywam wiem - taki jest świat. Najgorzej jest wtedy, gdy twoje zdanie jest skrajnie(!) odmienne od środowiskowej normy. Konsekwencje takiej sytuacji są często trudne do zniesienia w życiu codziennym. I tu dochodzimy do mojego udziału w akcji i moich dylematów. Dużo gorsza, niż jakieś szykany czy docinki, byłaby dla mnie świadomość, że nie powiedziałbym tego co myślę, bo zakneblowałby mnie strach przed opinią innych. Czy z perspektywy życiowej jest ważne to: kto cię lubi, kto opluwa za plecami, kto ci rękę podaje, czy sprzedasz o dwa karnety do klubu mniej? A może ważne jest to, czy ktoś cię wyrzuci ze znajomych na fejsie? Serio? JBMNT! Ważne są inne rzeczy. Dla mnie są to: dobro, prawda, odwaga i świadomość, że nie wstydzisz się swoich poglądów.

Ksiądz proboszcz i twoja partnerka…
A prawda jest prosta: absolutnie nie mam nic do osób o innej orientacji seksualnej. Wynika to z mojej ogólnej życiowej filozofii. Jak już wielokrotnie akcentowałem w moich wpisach, tylko my sami możemy zadecydować o tym, co jest dla nas dobre. Nikt inny. Nie społeczeństwo, nie politycy, nie „autorytety” z TV, nie ksiądz proboszcz, nie środowisko, nie rodzina, nie przyjaciele, nie internauci, nie partner/partnerka. Tylko my. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie podejście w środowisku sportowym to nisza, ale mnie naprawdę nie obchodzi z kim sypiasz. Jeśli miałbym być zupełnie szczery, to totalnie mam to gdzieś. Już dawno przekonałem się, że ludzi można podzielić, tak z grubsza, na dwie grupy: ci w porządku i ci drudzy. Orientacja seksualna nie gwarantuje obecności w żadnej z grup.

Polityczna poprawność
Żeby sprawa była jasna. Nie jestem typem grzecznego, wymuskanego, poprawnego politycznie chłopca w rurkach. Opowiadam plugawe dowcipy, co często skutkuje towarzyskimi problemami. Dokuczam każdemu, gejom również, ale jest ktoś komu dokuczam szczególnie mocno - politycy. Mój język, to nie jest literacka polszczyzna. Najlepiej się czuję na śmierdzącej potem sali treningowej i niezbyt dobrze czuję się na ściankach i czerwonych dywanach, ale jak trzeba, to i tu sobie poradzę. Za nic sobie mam wymagania społeczeństwa (twoje czytelniku również) wobec mnie. Nie życzę też sobie, aby ten wpis był przyczynkiem do tego, że zaraz mi się zlecą tu spece od mowy nienawiści i wyimaginowanej homofobii i będą mnie sztorcować, że jakim prawem nazwałem kogoś „ciotą” i stosuję język przemocy. Proszę się oddalić w sobie tylko wiadomym kierunku. Najlepiej już. Jednak fakt, że jestem typem mentalnego ulicznika z korzeniami w sporcie i ciętym językiem, nie oznacza, że jestem homofobem. Nie jestem i uważam, że chuj komu do tego, kogo kochasz i z kim sypiasz. To wyłącznie twoja sprawa i nikt nie ma prawa traktować cię z tego powodu gorzej.

#sportprzeciwhomofobii

Autor fotki Karol Grygoruk

Autor fotki Karol Grygoruk