Leśniczówka nad jeziorem, otoczona puszczą - ile trwa i kosztuje spełnianie marzeń.

Moje marzenie.

Moje marzenie.


Zamiast wstępu i dedykacji

Ci z was uważnie śledzący moje media społecznościowe wiedzą, że od pewnego czasu miotałem się po Polsce, jak szatan pokropiony święconą wodą. Byłem to tu, to tam. Non stop się gdzieś włóczyłem. Jedna cecha łączyła wszystkie odwiedzane przeze mnie miejsca - zawsze dookoła były stare lasy i ogromne jeziora. Jak się pewnie już domyślacie, szukałem domu lub działki, które pozwolą mi odpocząć od miasta, a docelowo (w bliżej niedookreślonej przyszłości) tam zamieszkać.

Nie macie niczego, czego pragnę

Skąd to pragnienie ucieczki z miasta? To akurat dość proste. Przeżycia z przeszłości, podróże w dzikie krainy i przeczytane książki sprawiły, że moim życiowym ideałem jest dom na odludziu, w zalesionej krainie rzek i jezior. Życie w mieście nigdy nie interesowało mnie jakoś szczególnie, ale będąc szczerym, dało mi kilka kluczowych życiowo możliwości. Możliwość kształcenia się i rozwijania się zawodowo, awansu społeczno-ekonomicznego i realizowania się w działaniach prospołecznych. Całe swoje dorosłe życie mieszkam w Warszawie i totalnie(!) kocham to miasto. Jest dla mnie wyjątkowe, mam z nim miliony dobrych wspomnień i czuje się z nim bardzo związany. Jednak od pewnego czasu już między nami nie iskrzy jak onegdaj. Coś (jakby to powiedział poeta) się w tej miłości gwałtownie acz niespodzianie urwało. Czy to przypadek, że od dwóch lat spędzam w Lesie Kabackim kilkanaście godzin w tygodniu? Czasem idę do lasu na sześć godzin, czasem na trzydzieści minut, ale za każdym razem ogarnia mnie wtedy uczucie szczęścia. A przecież to tylko zwykły podmiejski las i umówmy się, do prawdziwej puszczy nie ma nawet podjazdu. Podejrzewam, że za ten stan rzeczy odpowiada, tak najogólniej, moje zmęczenie światem. Fakt że pracuje na co dzień z mediami i osobami z pierwszych stron gazet sprawa, że coraz mniej mi się ten świat podoba. Coraz częściej mnie ten świat i ludzie rozczarowują. Nie żeby kiedyś się podobał mi się bardzo, a ludzie rozczarowywali mnie rzadziej, ale ostatnimi czasy jestem coraz to surowszy w ocenach.


Mierz wysoko, najwyżej się rozczarujesz.

Nie ma nic niezwykłego w tym, że w trudnych życiowych momentach tęskni się za wyidealizowanym(!) dzieciństwem. Moje dzieciństwo, to wyidealizowane które chcę pamiętać, wypełnione było samotnością, książkami, wsią, lasem i wodą. Dlatego od dwóch lat jeździłem po Polsce i szukałem miejsca, które zabierze mnie daleko od świata, a w kierunku szczęśliwych wspomnień. Było to zadanie o tyle trudne, że moje oczekiwania wobec wymarzonej nieruchomości były totalnie sprzeczne. Miało być: tanio, blisko Warszawy, daleko od ludzi, z pięknym lasem w okolicy, z bezpośrednią linią brzegową czystego i cichego jeziora/rzeki, działka miała być uzbrojona, bez sąsiadów blisko, ale z sąsiadami w oddali, z dojazdem utwardzoną drogą, dobrze rokująca na przyszłość, bezpieczna dla dziecka, z czystym powietrzem i bez masowego przemysłu w sąsiedztwie. Najlepiej gdyby była zabudowana małym drewnianym domkiem, a na jeziorze był pomost. Fajnie jakby działka była ogromna i ze starodrzewem, a w okolicy aby były turystyczne atrakcje dla moich potencjalnych gości i stacja PKP. Brzmi nierealnie? Dokładnie tak było.

Nieprzyjemny lot z wysokiego konia

Nie znalazłem nawet jednej(!) idealnej nieruchomości. Te co były blisko ideału, ich ceny szły w miliony złotych. Totalnie poza moimi możliwościami nabywczymi. Przynajmniej na dziś dzień i na najbliższą przyszłość liczoną w latach. Nawet jak zrezygnowałem z części wygórowanych wymagań, to nie zbliżyłem się do zakupu nawet o krok. Zjeździłem Warmię, Mazury, Pojezierze Augustowskie, Suwalszczyznę i Podlasie. Interesowały mnie wyłącznie tamte regiony. Obejrzałem setki działek i dziesiątki domków. Jeździłem i sam i ze znajomymi. Korzystałem z pomocy agentów nieruchomości. Wywiesiłem kilkaset ogłoszeń: „AAA. Zdecydowanie kupię działkę w tej okolicy z dostępem do linii brzegowej”. Zmagałem się z miejscowymi pijakami i bajkopisarzami, którzy marnowali mój czas, prezentując zabagnione łąki, jako pełnowartościowe działki budowlane. Po wielu wizytach nad jeziorami zrozumiałem, że linia brzegowa zawsze niesie za sobą sąsiedztwo. Jezior jest mało, a chętnych na działki nad jeziorami dużo. Niestety. To była rzecz na którą nie mogłem się zgodzić. Nie po to uciekam z miasta, żeby użerać się z sąsiadami łowiącym nago ryby na pomoście.

Ucz się na cudzych błędach, bo las sadzi się dla swoich wnuków

Najczęstsze przypadłości działek które oglądałem. Czytaj uważnie, jeśli szukasz działki. Żebyś się bratku nie nie wpakował w kabałe. Działka rolna bez prawa zabudowy - 80% ogłoszeń. Działka bez dojazdu drogą gminną - musisz mieć dobre 4x4 w furze, żeby tam zimą dotrzeć. Działka z nieuregulowanym statusem prawnym - dziesięciu skłóconych właścicieli. Działka zalewowa - w lato tego nie zobaczysz, ale pojedź wiosną i weź ponton. Działka tania bez mediów - koszt doprowadzenia mediów kilkadziesiąt tysięcy i kilka lat urzędniczych formalności. Działka nad jeziorem bez strefy ciszy - warczące motorówki zapierdalające w te i nazad jak opętane Ubery na Mazowieckiej. Działka z młodnikiem reklamowanym jako las - zanim on urośnie to Ty zemrzesz. Może nawet szybciej ci się kipnie. Działka tania za metr, bo olbrzymia. Obok drogi asfaltowej - z hałasem. Obok planowanej trasy szybkiego ruchu. Z sąsiadami którzy, wiesz to już na węch i nie potrzebujesz specjalistycznych badań, śmieci sortują na te które palą w dzień i na te którymi hajcują w nocy. Działka w dole rzeki, a kilometr w górę biegu, nad brzegiem piękny gminny cmentarz… Działka nad jeziorem blisko dużej aglomeracji. Co oznacza, że w każdy ciepły weekend, masz u siebie nad brzegiem zlot ludności tubylczej czyli kolejno: szczepu Sebastianów i plemienia Karyn. Przybyli autochtoni oddają cześć, sobie tylko znanym bogom, poprzez głośne darcie ryja w nieprzypominającym ludzkiej mowy narzeczu, wlewanie w siebie hektolitrów taniego alkoholu, spółkowania i defekowania w tych samych krzakach, rozrzucania wszędzie siatek z Biedry i tacek do grilla. Kolejność obrzędów dowolna. Brzmi fajnie? Między innymi z tego powodu zrezygnowałem z bezpośredniej linii brzegowej.

Pierwszy dom kup dla swojego wroga

Czytaj bracie na co uważać, jak szukasz domu w głuszy. Inaczej kupisz dom, który będziesz chciał podarować najgorszemu wrogowi. Zacząłem więc szukać domu w lesie tak max z dwa kilometry od jakiegoś jeziora lub rzeki. Jeździłem i oglądałem opuszczone gospodarstwa, stare młyny, leśniczówki, poniemieckie domy, czy stare PGRy po środku totalnej dupy. Również tu przeżyłem rozczarowanie. Dom opisany jako do remontu, to najczęściej dom do natychmiastowego wyburzenia. Dom opisywany jako do natychmiastowego zamieszkania, najczęściej nadaje się do natychmiastowego remontu… Stare wiejskie domy z bala - jeżeli nie ruszane od lat, to przygotuj sobie luźne 150k gotówki na remont. Stary dom daleko w lesie, ale bez mediów - doprowadzenie prądu 50k. Dom pokryty eternitem - chyba nie muszę tłumaczyć. Dom nad jakimkolwiek jeziorem = cena +500% do średniej rynkowej. Dom z strefie chronionego krajobrazu - bez prawa rozbudowy. Dom w Lasach Państwowych - z prawem pierwokupu przez skarb państwa. Gospodarstwo rolne - mogą zakupić tylko osoby z uprawnieniami rolniczymi. Samowole budowlane które właściciel rekomenduje: „Panie my to same pobudowaly, ale papirów to żadnych na to ni momy, ale za to porzundnie my pobudowaly, wojne to wytrzymie!” itp. itd. Do tego dołóżcie sobie cwanych agentów nieruchomości, którzy zwodzą cię w najróżniejszych sprawach, tak abyś przypadkiem nie trafił na istotne informacje, które odwiodą cię od zakupu. Mistrzostwem była piękna stara poniemiecka szkoła, totalnie urocza, położona obok „maleńkiego rodzinnego gospodarstwa”, czyli śmierdzącej na 3 kilometry ogromnej przemysłowej fermy z kurczakami…


Agnostyka olśniło przed kościołem

Wydałem tysiące złotych na paliwo i hotele, mijały miesiące, siedziałem nocami w necie wertując serwisy z ogłoszeniami, strony agencji i lokalne fora i nic. Jeździłem oglądałem i kląłem pod nosem, a czasem zupełnie na głos. Nadeszła pamiętna jesień roku 2018. Podczas jednego z moich kilkudziesięciu wyjazdów badawczych, jechałem z moim przyjacielem Piotrem, znanym szerzej jako Kotek, aż tu nagle jeb!!! Olśniło mnie. W puszczańskiej wiosce, przez którą przypadkiem przejeździliśmy i zatrzymaliśmy się obejrzeć piękny zabytkowy kościół, coś mi się przypomniało. Dwa lata wstecz oglądałem ogłoszenie o leśniczówce do kupienia w tej okolicy. Niestety agent nieruchomości coś mnie jakoś menda oszukał z adresem i nie mogłem jej znaleźć. Wtedy się zniechęciłem, bo zdjęcia i opis nie rokowały dobrze i na długo zapomniałem o tym. Teraz i tak tu byłem, a od czego jest wujek Google. Znalazłem stare ogłoszenie i dalej metodą: koniec języka za przewodnika. Jeździliśmy po lasach na przełaj (oj przydał się Range Rover, oj przydał) i chodziliśmy po gospodarstwach pokazując niewyraźne wypikselowane zdjęcie, pytając: “nie wie Pan gdzie jest ten dom?” Po kilku godzinach jazdy bezdrożami, przy którejś z rzędu próbie, babina z gospodarstwa powiedziała, wskazując ręką na las przed nami: „Łooo panieeee! To je tamuj w lesie, ale strach iść!” :D Pojechaliśmy od razu. Piecem.


Elo breko raz dwa!

Minęliśmy ostatnie zabudowania w wiosce. Wjechaliśmy szutrową drogą w ogromny las i po około kilometrze jazdy, trafiliśmy na uroczy domek, otoczony ze wszystkich stron starodrzewiem Puszczy Augustowskiej. Wysiadłem, spojrzałem i od razu wiedziałem. Jak nawijało Hemp Gru: TO JEST TO! Maleńka chatka z werandą, zielone okiennice, piękny stary las, brak sąsiadów. Na niewielkiej działce 1400m wbita tabliczka z napisem: „sprzedam”. Zadzwoniłem, a godzinę później brat właścicielki oprowadzał mnie po 70 metrowym domu, tłumacząc co i jak. Myślisz, że po zaciętych negocjacjach pojechaliśmy następnego dnia do notariusza? No to mnie brachu nie znasz. Ja tak nie działam. Pan Griszka musi mieć wszystko na 100% przemyślane, porównane i obliczone. Wróciłem do domu i zacząłem najtrudniejszą pracę.

W chuj roboty

Po kolei. Plusy i minusy tej nieruchomości i porównanie jej z konkurencyjnymi ofertami. Wszystko sobie wypisywałem. Trwało to miesięcy kilka, a moja narzeczona nie mogła już słuchać o „tym całym domu” i porównywaniu go z innymi ofertami. Miesiącami szukałem odpowiedzi na szereg istotnych pytań. Ile się jedzie z Warszawy? Trzy godziny. Później miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Ciężko go było wydobyć z gminy, bo właśnie go uchwalali, ale się udało. Okazało się, że to działka letniskowa z prawem zabudowy. Jedyna w okolicy - prawdziwy to cud. Reszta działek leśna, lub rolno leśna. Później sprawdzenie, czy ktoś może mi wyciąć las i się obok w przyszłości podbudować. Nie może. Urząd Gminy- czy mogę się zameldować - mogę. Później sprawdzenie jakie plany mają Lasy Państwowe wobec cudownych lasów będących moim sąsiedztwem. Bałem się sytuacji, że dziś szumi las, a jak już kupię, to po zrębie będzie tylko dął wiatr i nocami wyły wilki. Wiecie, że jest coś takiego jak plan urządzenia lasu? Ja się dowiedziałem przy tej okazji. Las (mój kochany sąsiad) będzie jeszcze stał. W czym wyraźnie pomaga mu fakt, że leży w Wigierskim Parku Narodowym! Przynajmniej tak poprzysiągł mi lokalny leśniczy. Potem były kolejne, jedna po drugiej, wizje lokalne. Sprawdzenie mediów: woda, prąd, telefon itd. Ile podatki, ile wywóz śmieci. Sprawdzenie okolicy, czy nie jebie smogiem. Ile spacerkiem nad pobliskie przepiękne jeziora, ile do najbliższego sklepu, gdzie przystanek PKP i gdzie PKS, gdzie plaża dla dziecka, gdzie trasy rowerowe, ile do najbliższych miast… Jedna noc na miejscu przespana w aucie, żeby sprawdzić czy nie jest za głośno. Jest specjalna aplikacja na iPhona do mierzenia poziomu hałasu, polecam. Później ekspertyza budowlana ze specem od domów z bali. Czy warto remontować, o ile można powiększyć, czy da się zaadaptować poddasze, czy się dom nie zawali jak mocniej wiatr zawieje. Wszystko (o dziwo wyszło) bardzo pozytywnie. Pokazałem w realu dom mojej narzeczonej, spodobał jej się. Usiadłem, po kilku miesiącach wytężonej pracy detektywistycznej, do zaciętych negocjacji z właścicielką. Pojechaliśmy do notariusza, a tu zdziwienie. Ponieważ dom leży w lesie, to nadleśniczy może skorzystać z prawa pierwokupu na rzecz Lasów Państwowych! Tak, nie możesz bez zgody nadleśniczego kupić sobie domu w lesie. Też nie wiedziałem. Na szczęście Pan Leśniczy nie skorzystał z przysługującego mu prawa i po 4 tygodniach wysłał notariuszowi oficjalne pismo, że mogę sobie kupować. Pożyczyłem brakujący mi hajs i hajda na Pojezierze Augustowskie, podpisywać ostateczny akt notarialny.

Wszystko dobre, co się kończy dobrze

I w ten oto sposób stałem się właścicielem starego domu, leśniczówki w głuszy. Bez sąsiadów, blisko jeziora i z pięknym ogromnym lasem za oknami. Jak będzie ciąg dalszy tej historii? Tego nie wiem, ale jedno jest pewne, na bank będą kolejne rozdziały i będziecie mogli o nich przeczytać tu.



Informacje praktyczne dla szukających działek domów na Mazurach:

- Ceny działek od 30 tysięcy do 2 milionów. Im ładniejsza, im większa działka tym drożej.

- Ceny domów od 80 tysięcy do 4 milionów. Im lepsza lokalizacja i standard tym drożej.

- Agencje mi nic nie pomogły. Nie polecam.

- Wywieszanie kartek po wsiach nic nie pomogło, tylko świry alkoholiki do mnie dzwoniły po nocach ;)

- Polecam szukać ogłoszeń w sieci, a później za pomocą Google maps i Geoportalu namierzać nieruchomość i sprawdzać okolice. Zaoszczędzi wam to wizyt na kurzych fermach i w pobliżu cmentarzy ;)

- Wiele razy pomógł mi telefon do lokalnego sołtysa. telefony są ogólnie dostępne w necie. Sołtysi na wsiach wiedzą wszystko. Kto sprzedaje, ile sprzedaje, czy nie ma haczyków w ogłoszeniu i nawet podadzą numer sprzedawanego domu, to sobie człowiek obejrzy na Google Mapsach wszystko dokładnie i zmierzy ile do rzeki, ile do jeziora i czy autostrada daleko.

- Koszty moich wyjazdów i poszukiwań około 7000 zł

- Ekspertyza budowlana 1000 zł.

- Ile kosztował mnie sam dom? Jest bezcenny! Głównie przez to, że przez dwa lata nie widziałem żadnego(!) do kupienia w takiej lokalizacji.

Kościół przed którym doznałem olśnienia.

Kościół przed którym doznałem olśnienia.

Widok na dom z lasu.

Widok na dom z lasu.

Widok na dom z lasu, bo innego widoku nie ma :D

Widok na dom z lasu, bo innego widoku nie ma :D

Droga z domu nad jezioro.

Droga z domu nad jezioro.

Okolica.

Okolica.

Okolica.

Okolica.

Okolica.

Okolica.

Okolica.

Okolica.