"Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę" - recenzja książki i narzekania starego dziada, który nie porafi się pogodzić z wieloma rzeczami.

8DAF3077-6D2F-46F5-B14E-FDC9EC50BA3A.JPG

Wracam do najmniej popularnego cyklu moich wpisów, będę pisał o książce. Tak, czas spojrzeć prawdzie prosto w oczy - pisanina o książkach prawie nikogo nie interesuje. Statystyki na blogu i social mediach są nieubłagane, nikt nie chce o tym czytać. O tym, że prawie nikt nie chce czytać samych książek, to chyba naprawdę nikogo nie muszę przekonywać. Wszyscy znamy fakty. Ludzie są naprawdę tak kurła leniwi, że nóż mi się w kieszeni otwiera.

Napisała do mnie ostatnio moja koleżanka: „poleć mi Grzechu jakąś książkę”. Odpisałem jej, że opisałem na blogu naprawdę sporo książek i że jest w czym wybierać, a wiecie co ona mi na to? Że „nie chce jej się tych wszystkich recenzji czytać”. Kopara mi opadał do kolan. Ktoś ma na talerzu niezależną opinie o dziesiątkach książek, które przeczytał ktoś przed nim i nie chce mu się wykonać minimalnego nakładu pracy, jakim jest przeczytanie krótkiej recenzji, tylko oczekuje ode mnie, żebym za niego dokonał wyboru. Abstrahując od tego, że moje poglądy nie przewidują dla mnie (ani w sumie dla nikogo innego) roli autorytetu i głęboko wierzę w to, że tylko my sami możemy ocenić co jest dla nas dobre, nie tylko w wymiarze czytelniczym, ale również (a może przede wszystkim) w wymiarze ogólno życiowym, to wspomniana wyżej niechęć do przestudiowania dość krótkich recenzji wydawała mi się czymś absurdalnie groteskowym. Jak w tym kraju może być dobrze, jak ludziom nie chce się nawet recenzji czytać?!? :D Ale dość o tym czas przejść do meritum. Do opasłej zgniłozielonej książki, o dość poetyckim tytule zaczerpniętym wprost z Koranu: „Wyniosłe wieże”.

Pan Lawrence Wright odwalił kawał rzetelnej reporterskiej roboty. Czapki z głów! Zabrał mnie on w ultra ciekawą podróż po świecie muzułmańskim. Zwiedzaliśmy egipskie domy lekarzy, więzienia i uczelnie, ale również amerykańskie uniwersytety. Sporo podróżowaliśmy po Arabii Saudyjskiej, Afganistanie, Sudanie i Jemenie. Remontowaliśmy świątynie w Mekce i zakładaliśmy pola uprawne pod Chartumem. Byliśmy w Hamburgu, Bośni i Malezji. W trakcie tej podróży poznałem głównych ideologów i praktyków islamskiego terroryzmu. Zrozumiałem skąd się wziął ten cały terroryzm, co go ideowo i finansowo napędzało, jak zmieniał swoje oblicze, jak odnosili się do niego sami muzułmanie. Od Bin Ladena biznesmena-nieudacznika, miłośnika koni i przyjaciela Amerykanów biorącego od nich pieniądze, do Osamy terrorysty najbardziej zagorzałego wroga USA. Od lat 50-tych w Egipcie, do ataków z 11 września. Od żon Osamy bin Ladena, do tortur w egipskich więzieniach.

Wyniosłe wieże” to fenomenalna książka ukazująca kulisy powstania przerażającej idei, której nie akceptuje przytłaczająca większość muzułmanów. Lektura ta, to absolutnie nie jest film Patryka Vegi, a raczej drobiazgowy opis pewnego frontu filozoficznego z wszystkimi jego niuansami, z którego wyrosło wiele grup terrorystycznych o których do dziś słyszymy w mediach. To opis działania służb specjalnych z wielu krajów. Są tu nie tylko spektakularne wywiadowcze sukcesy, ale również druzgocące porażki. Ta lektura tworzy nam w głowach obraz zagmatwanego i pojebanego świata wywiadów. Świata w którym roi się od politycznych gierek. W którym nieufność i niechęć do dzielenia się informacjami, przez służby powołane niby do ochrony społeczeństwa, potrafi doprowadzić do śmierci setek niewinnych osób.

Książka Wrighta to pozycja absolutnie obowiązkowa dla każdego zainteresowanego ideą islamskiego terroryzmu, historią myśli politycznej, lub dla historyków pasjonujących się zagadnieniem wojny z terroryzmem. Co ciekawe ta książka to również pozycja dla fanów dobrze napisanych książek, bo mimo, że jest to dość specjalistyczna lektura, to czyta się ją bardzo przyjemnie, a autor (i tłumacz) ewidentnie mają fach w ręku, co wbrew pozorom, wśród autorów reportaży nie jest jeszcze zjawiskiem powszechnym. Niestety.

10/10