Trzy najważniejsze książki które przeczytałem w ostatnich latach!

1.jpg

Dawno nie pisałem o książkach. Nie dlatego, że ich nagle w moim życiu zabrakło, wręcz przeciwnie, książek wciąż jest więcej, niż czasu żeby je przeczytać. Dowiedziałem się ostatnio, że ponoć jest nawet jakaś choroba, polegająca na kupowaniu książek, których nie da się przeczytać. W sensie nie da się, bo życie jest za krótkie, a książek jest za dużo. I to jest mój najważniejszy życiowy dylemat

Żeby nie tracić czasu, należy czytać tylko te ważne lektury, ale jak odsiać książkowe ziarno od plew? Mundry powie: to proste! Wystarczy czytać recenzje i wio panie sałata. I mundry będzie w błędzie, jak to zwykle z mundrymi bywa. Recenzenci bowiem łgają dla piniendzy, księgarze niewiele są od nich lepsi, ale najgorsi są ci łajdacy, co wrzucają na media społecznościowe słabe książki i je polecają jako literackie perełki. Dla takich influWESZerów jest osobny kocioł w piekle. Tam rogate diaboły, Boruta, Rokita, Belzebub et consortes, gorliwie szarpią rozgrzanymi kleszczami przyrodzenia takich oszustów i nurzają je na żywca we wrzącym oleju. Zanim więc napiszesz nieprawdę o książce (za trzynaście srebrników i 5 lajków), przypomnij sobie wcześniejsze zdanie.

Ja również mam problem w selekcjonowaniu wartościowych pozycji i tak samo jak Ty, jestem często w czytelniczej pułapce. Czasem sugeruję się recenzją, czasem ponadprzeciętnie piękną okładką, lub zdaniem mojego dobrego kolegi Konrada. Siedział on lata całe w Wydawnictwie Czarne jako redaktor, a teraz ma swoje wydawnictwo: Cyranka, co to wydaje ambitną literaturę dla ludzi z horyzontami. (Konradzie przelew proszę tak jak zwykle). Czasami jednak opinia Konrada zawodzi, albo nie miał w ręku tego o co pytam i wtedy jestem w kropce. Kiedyś czytałem książki od deski do deski, taką miałem idiotyczną i czasochłonną zasadę. Obecnie, jak mnie lektura nie zachwyci po kilkudziesięciu stronach, to ląduje na półce, a ja się biorę za kolejne pozycje z mojej długaśnej kolejki. Wiem, że część z was szuka informacji o wartościowych książkach na moim blogu, ale jest was tak mało, że czasem zamiast pisać dwie godziny jakieś recenzje dla 10 osób, wolę ten czas poświęcić na czytanie nowych ksiażek, albo na przytulanie córki. Przytulanie córki jest nawet lepsze niż czytanie. Bezdzietni nie zrozumieją. Sorki.

Czasami dostaję od turbo leniwców na priv pytanie: co wybrać z czytelniczego potopu, żeby nie popłynąć i nie dryfować w odmętach oceanu grafomanii i głupoty. Irytowało mnie to pytanie, bo nie znałem na nie odpowiedzi. No bo niby jak mam sensownie odpowiedzieć na tak postawione pytanie: trening lepiej robić na czczo więc czym jest metafizyczna istota prawdy? Nie da się. A przynajmniej wtedy wydawało mi się, że się nie da. Teraz już wiem. Znaczy wiem, co należy polecić komuś, kto chce przeczytać tylko trzy książki. Będą to książki żydowskiego geja, który twierdzi, że Polska nie istnieje… (zanim mnie zjesz w komentarzach, wcześniej przeczytaj to co polecam)

Yuval Noah Harari, bo tak się nazywa wspomniany ancymonek, napisał coś tak zajebistego, że samo recenzowanie jego literackiego wytworu mnie krępuje, bo to jakby dziecko oceniało pracę noblisty z fizyki kwantowej. Harari to erudyta, filozof, historyk, psycholog, archeolog, etyk, socjolog, biolog i ekonomista w jednym. Gość pisze o filozofii i generalnie trudnych sprawach w tak przystępny sposób, że nawet(!) sportowcy zrozumieją. I to jest prawdziwy dar. Nie sztuką bowiem jest wiedzieć i mówić o tym w zawiły sposób, korzystając z naukowej nowomowy. Sztuką jest trudną wiedzę przekazać w tak prosty i nieskomplikowany sposób, żeby prosty człowiek (jak ja) ją zrozumiał.

Drogi czytelniku, moim zdaniem absolutnie musisz przeczytać: „Sapiens. Od zwierząt do bogów”, „Homo Deus. Krótka historia jutra” i „21 lekcji na XXI wiek”. Nie przepadam za tym dość typowym zwrotem księgarzy szantażystów, ale tu pasuje jak ulał: nieznajomość tych książek dyskwalifikuje intelektualnie. Nie chcesz być zdyskwalifikowany? Do roboty! Ja miałem szczęście, że czytał mi te książki mój ulubiony lektor audiobooków pan Roch Siemianowski (ukłony panie Rochu, totalnie uwielbiam pański głos). Codziennie spędzałem półtorej godziny na rowerze dojeżdżając do pracy, z tymi audiobookami na uszach. Trwało to miesiące całe i było to najlepsze, co mi się mogło przydarzyć w ostatnich latach. To była wspaniała intelektualna podróż, trochę taka medytacja, bo byłem tylko ja rower i książka, a trochę filozoficzne rozważania. Dzieła Harariego bardzo dużo zmieniły w moim postrzeganiu świata, a to dość dobra rekomendacja. Zainspirować do życiowych zmian gościa co ma już parę lat na karku i trochę przeszedł? Tego nie da rady dokonać byle jaka lektura. Jeżeli jesteś statystycznym Polakiem leniem i planujesz przez następne dziesięć lat przeczytać tylko trzy książki, to niech to będą TE książki. Nie zawiedziesz się.

PS1. Wydawnictwo Literackie wydało w Polsce Harariego. Niech jego przedstawiciel się ze mną skontaktuje na priv, podam numer konta do przelewu ;)

PS2 Mimo, że słuchałem w formie audiobooka, to nie byłbym sobą, gdybym nie kupił papierowych wersji.

PS3 Tego co podstępem pożyczył ode mnie „Sapiens” i nie oddał, diaboły również będą dręczyć…

2.jpg